Wybuchowe endorfiny

Ilekroć piszemy w What’s Up Magazine o ludziach, którzy postanowili zostawić korporacyjną robotę i realizować się w inny sposób, zawsze w redakcji pojawia się ktoś z propozycją, żeby rzucić to wszystko i uciec w Bieszczady (czy na jakiś inny kraniec świata). Tym, którzy potrzebują motywacji, by się na to zdecydować, z pomocą przychodzi „Endorfinowy granat”, książka Michała Pawlika.

Michał Pawlik, Endorfinowy granat

Michał Pawlik to trzydziestoparolatek, który na pozór wygodne korporacyjne biurko w jednym z warszawskich biurowców zdecydował się zamienić na rower, tuk tuka, zapchany autobus i znoszone buty, ruszając w półroczną podróż po południowo-wschodniej Azji. W podróż – jak sam zwraca uwagę – nie tylko krajoznawczą (choć odwiedzone przez autora państwa coraz częściej stają się celem turystów), ale też w podróż w głąb samego siebie. Wrażenia z obu tych ekskursji stanowią główną treść „Endorfinowego granatu”.

Treść główną, ale niejedyną. Książka Michała Pawlika to przede wszystkim relacja z podróży – swego rodzaju dziennik półrocznej wędrówki przez Tajlandię, Birmę, Laos, Wietnam, Malezję i Filipiny. Opowieści (z) drogi, przygody z przekraczania granicy, anegdoty ze spotkań z innymi podróżnikami i z „lokalsami”, zadziwienia nad azjatycką kulturą i refleksje nad życiem – to wszystko, ilustrowane zdjęciami ze wszystkich etapów podróży, wypełnia trzystustronicową historię. Dużo w niej pozytywnej energii, sporo (momentami nawet zbyt wiele) coachingowej motywacji, która zapewne nie każdemu przypadnie do gustu. Zwłaszcza że czasami – na szczęście nieczęsto – przyjmuje formę frazesów i „mądrości”, których wiele w różnego rodzaju quasi-psychologicznych poradnikach.

W odróżnieniu od większości z nich książka Michała Pawlika poparta jest jednak doświadczeniem autora. Próżno w niej wprawdzie szukać wątków o charakterze stricte reportażowym, odwołujących się do aktualnej sytuacji politycznej, społecznej czy religijnej odwiedzanych przez niego państw, ale opowieść czyta się dobrze i sprawnie. Być może dlatego, że nie musimy zastanawiać się nad wpływem turystyki na zachowania mieszkańców Tajlandii (co opisuje Jennie Dielemans w „Witajcie w raju” albo Urszula Jabłońska w ostatnio wydanym „Człowieku w przystępnej cenie”), nie zadajemy sobie trudnych pytań nad śmieciowymi warunkami zatrudnienia Birmańczyków ani nie zadziwiamy się filipińskimi tradycjami religijnymi.

Michałowi Pawlikowi nie można jednak odmówić odwagi – często zbacza z utartych szlaków, odwiedza miejsca, które nie są najczęstszą „destynacją” milionów turystów z całego świata, nie boi się stawiać sobie nowych wyzwań i – czasami nawet dzięki szczęściu czy przypadkowi – realizować postawionych celów. „Endorfinowy granat” to dobry motywator na wiosenne deszczowe popołudnia, które w pewnej mierze wypełni egzotycznymi historiami, przywoła wspomnienia z podróży albo zachęci do azjatyckiej wycieczki. A może nawet do porzucenia korporacyjnego biurka?

KONKURS! Napisz w komentarzu pod facebookowym postem o książce, do jakiego miejsca chciałbyś uciec zza swojego biurka – najciekawsze odpowiedzi nagrodzimy książką Michała Pawlika!

Piotrek Banasik

Ma aparat, dlatego robi zdjęcia (czasami nawet fotografie). Założyciel atelier fotograficznego BananStudio.pl. Miłośnik jazzu, kotów (w zasadzie kota – Szalika) i tarty ze szpinakiem, fan piłki nożnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *