Wełniane DIY

Wydawało się, że moda na kilimy i makatki minęła kilka dziesięcioleci temu. Jednak trend na tkane ozdoby ścienne właśnie powraca. W odświeżonej i unowocześnionej wersji, z frędzlami, różnymi splotami, biało-czarne albo w pastelowych czy mocnych kolorach dodadzą charakteru każdemu wnętrzu. A tkanie to doskonały pomysł na zimowe wieczory.

– Kilimy i makatki opanowały Stany Zjednoczone. Przeglądając Instagram, można je znaleźć na co drugim zdjęciu mieszkania. To samo można zaobserwować w amerykańskim serwisie Etsy, tam takich produktów do kupienia jest tysiące; w Polsce na Pakamerze zaledwie kilkanaście. Ale widać już, że ręcznie tkane ozdoby powoli stają się popularne także u nas – mówi Tola Ochnio z Kilim All.

Tola wspomina, że w jej domu zawsze pełno było wełny, bo jej mama zawodowo zajmowała się tkaniem gobelinów. Nauczyła ją tkania i pokazała podstawowe sploty. Reszta to już inicjatywa Toli – wykorzystując umiejętności nabywane od dziecka i inspiracje napotkane w internecie stworzyła własną markę Kilim All. Pod tym szyldem nie tylko projektuje, produkuje i sprzedaje „tkane obrazy”, ale także przekazuje swoją wiedzę na warsztatach prowadzonych w kilku miastach Polski.

Cuda ze Wschodu na polskiej wsi

Chociaż dziś tworząc nowoczesne wersje dekoracji spogląda się raczej w stronę Ameryki, bo to stamtąd wędruje moda na ubarwianie ścian kolorowymi wełnianymi ozdobami, trzeba przypomnieć, że tradycyjne tkaniny trafiły do nas ze Wschodu. Kilimy pochodzą z Persji, znane były też w starożytnej Grecji czy Egipcie, a w Europie rozprzestrzeniły się dopiero w średniowieczu. Zmodyfikowane, ludowe wersje zdobiły ściany polskich mieszkań, szczególnie w XVIII wieku, a później projektowane były przez takich artystów jak Stanisław Wyspiański czy Zofia Stryjeńska. Makatki także trafiły do Polski ze Wschodu, zadomowiły się głównie na wsiach, gdzie stały się elementem sztuki ludowej. Dzisiejsze ozdoby zdecydowanie różnią się od tych tradycyjnych, niezmiennie jednak kilim to tkanina dwustronna przeznaczona do zawieszenia na ścianie, a tę samą technikę można wykorzystać również do robienia dywaników czy ozdób na stół. Makatki natomiast mogą być dziergane, wyszywane lub wykonywane techniką patchworkową.

Nowe formy tkanin łączą w sobie kilka stylów, wąskie sploty mieszają się z grubymi, pojawiają się wzory geometryczne, kolorowe paski i dużo swobodnie zwisających frędzli. – Teraz słów „kilim” i „makatka” używa się zamiennie, wiele osób nie ma w ogóle pojęcia, co to jest i jak wygląda. Moje unowocześnione wersje tkanin dekoracyjnych wykorzystują zarówno elementy właściwie kilimom, jaki i makatkom, więc trudno je rozróżnić. I nie chodzi tylko o wygląd, ale także o technikę przygotowywania: kilimy tka się wełną na płasko na krośnie, na osnowie wełnianej lub lnianej, do zrobienia makatek wystarczy zwykła rama i są mniej skomplikowane – wyjaśnia właścicielka Kilim All.

Naturalnie i nowocześnie

Odświeżone wersje makatek i kilimów sprawdzają się w każdym wnętrzu, wszystko zależy od koloru, wielkości i wzoru. Najlepiej zapewne jest im w naturalnych przestrzeniach, gdzie zawieszony na leśnym patyku wełniany splot doskonale komponuje się z drewnem i zielonymi roślinami. Dobrze im będzie też w pokojach etno czy boho, gdy pojawią się obok innych handmade’owych dekoracji. Na pewno nie powinno ich zabraknąć w mieszkaniach urządzonych w skandynawskim stylu, bo tam obecność wełnianych dodatków dodaje domowego i przytulnego charakteru. Wełniane dekoracje ocieplą wnętrze, a żywe kolory mogą stanowić przeciwwagę dla utrzymanych w chłodnych tonacjach ścian. Kilimy i makatki są na pewno dobrym pomysłem na nadanie oryginalności mieszkaniu, bo ich ręczne przygotowywanie gwarantuje unikalność wzoru, a jeśli chcemy, by dekoracja jeszcze bardziej podkreślała nasz indywidualny gust, możemy przygotować ją sami.

Nic trudnego

Samodzielne tkanie kilimów i makatek to sposób na produktywne wykorzystanie wolnego czasu dla wszystkich osób, które uwielbiają rękodzieło, ale znudziły im się już decoupage czy biżuteria z filcu i chcą spróbować czegoś nowego. Jak każde zajęcie z cyklu DIY, tkanie pozwala się odprężyć i uciec myślami od codziennych zmartwień i obowiązków. Przygotowywanie tkaniny ozdobnej zajmuje od kilku do kilkudziesięciu godzin, więc nie jest to zabawa, którą zakończy się w jeden wieczór. A gdy skończy się jedną, chce się robić następną – dla siebie albo na prezent: na urodziny, na ślub, na parapetówkę.

Samo opanowanie techniki nie jest trudne, bo da się to zrobić w ciągu zaledwie jednych, czterogodzinnych warsztatów. Tyle wystarczy, by poznać podstawowe sploty, dowiedzieć się, jak zacząć i zakończyć makatkę i przygotować swoją pierwszą tkaninę dekoracyjną. Kraków ma za sobą już trzy edycje warsztatów Kilim All, ale zajęcia odbyły się też w innych miastach Polski, m.in. w Warszawie czy Katowicach. Kolejne zaplanowane są na 9 grudnia we Wrocławiu. Jeśli nie uda się tym razem, trzeba będzie wypatrywać kolejnych zajęć na fanpage’u firmy. Warto, bo oprócz nowych umiejętności, warsztaty gwarantują też nowe znajomości, dobrą zabawę i coś słodkiego. Ale to przy okazji – bo najważniejsze jest zdobycie nowej pasji.

– Kursantki, które były u mnie na warsztatach, potem często przysyłają mi zdjęcia kolejnych makatek, które zrobiły. Pokazują, jakie duże i ładne rzeczy teraz robią. Warsztaty to dobre miejsce, żeby zobaczyć, na czym polega tkanie, a reszta zależy od chęci – tłumaczy Tola Ochnio.

 

Dagmara Marcinek

Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kocha stare kino i nowe technologie. O  tym, co piszczy w kulturze pisze w portalu Kulturatka.pl, o polskie filmy dokumentalne dba w KFF Sales&Promotion, a wszystko inne komentuje na twitterze: @_miss_waldorf_. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *