Wagonik, wódka i Niemen czyli korpo-citybreak w Kownie

Nie spodziewałam się, że pierwszym miastem, jakie zobaczę na Litwie będzie Kowno. Na szczęście wybory mniej oczywiste najczęściej się opłacają. To miasto, które początkowo nie budzi wielkich oczekiwań, nie nadaje się na śliczną pocztówkę, ale dzięki paru niespodziankom zapada w pamięć i nie chodzi o ślady Adama Mickiewicza

Kowno to drugie pod względem wielkości miasto na Litwie, stolica tego kraju podczas dwudziestolecia międzywojennego, kiedy Wilno zajęła Polska. Turyści zazwyczaj przyjeżdżali tutaj pociągiem z obecnej stolicy. Teraz do Kowna można dolecieć bezpośrednio z Warszawy liniami LOT. Obecnie miasto pełne jest remontów – po pierwsze, jesienią tego roku Kowno odwiedza papież Franciszek; po drugie, w 2022 roku będzie nosić tytuł Europejskiej Stolicy Kultury.

Dom boga burzy

Spacer po Starym Mieście tradycyjnie zaczyna się pod Zamkiem w Kownie, położonym malowniczo u zbiegu Niemna i Willi. To tutaj, jak głoszą legendy, w tajemniczy sposób zapadło się pod ziemię wojsko królowej Bony. Dziś gotyckie mury służą za bardzo udaną scenerię miejskich imprez kulturalnych. Natomiast jeśli o gotyku mowa, znacznie większe wrażenie robi tu Dom Perkuna z końca XV wieku – jeden z najbardziej oryginalnych i efektownych domów mieszkalnych w tym stylu na Litwie. Nie trzeba być fanem architektury, żeby przyuważyć, że w elewacji zastosowano cegły o kilkunastu różnych profilach. Budynek słynie nie tylko z opowieści o kupcach gminy Hansa, ale także z posągu Boga Perkuna, znajdującego się w ścianie budynku. Podobno nazwa została podana po to, aby uczcić tradycje pogaństwa, starej litewskiej wiary. Pierwsze kino teatralne w Kownie powstało tu w 1843 roku, obecnie dom należy do gimnazjum jezuitów i mieści Muzeum Pamięci Adama Mickiewicza.

 

 

 

 

 

 

Dla czystego sumienia turysty warto zahaczyć o Ratusz i plac Ratuszowy, ale „must see” podczas spaceru po Starym Mieście to zdecydowanie ulica Wileńska. Najstarsza ulica w mieście, część dawnej średniowiecznej drogi prowadzącej do Wilna. Po rekonstrukcji stała się wyłącznym deptakiem, wokół którego przetrwało kilka domów z czerwonej cegły, w których mieszkali niegdyś zamożni obywatele. Dzisiaj to centrum przytulnych restauracji, kawiarni, sklepów z pamiątkami oraz letnich imprez i targów. Droga wyprowadza równie czarującą aleję Wolności – z drzewami, muzeami, knajpami i ścieżkami dla rowerzystów.

Wagonik na panoramę

Nie musisz lecieć do Bergamo, żeby przejechać się funikularem. Kowno to jedyne miasto w krajach bałtyckich, gdzie można skorzystać z tego środka transportu. Jedna z najstarszych kolejek w Europie, czynna od 1935 roku, obecnie jest używana zarówno jako środek komunikacji, jak i atrakcja turystyczna. Funikular w Aleksocie łączy dolną część miasta ze wzgórzem Aleksoty, z którego otwiera się piękna panorama kowieńskiej starówki. Drugi znajduje się w dzielnicy Zielona Góra.

Podwórko z żółtym krzesłem

Są dwie rzeczy, które zawsze powracają podczas spaceru po Kownie – uliczna koszykówka i uliczna sztuka. Ta pierwsza nie jest specjalnym zaskoczeniem, jeśli odwiedzasz miasto klubu Żalgiris Kowno. Swoją drogą, podziwiając panoramę Kowna, nie sposób nie zauważyć napisu wyrastającego nad rzeką, składającego się z dwóch elementów – nazwy kraju i właśnie piłki do kosza.
Natomiast takiego natężenia street artu w kowieńskich zakamarkach nie spodziewałam się w ogóle. Gazeta „The Telegraph” umieściła Kowno na swojej liście „10 najbardziej zaskakujących miast ze street artem”. W całym mieście są bowiem dziesiątki graffiti, w tym dzieła legendarnych brazylijczyków Os Gemeosa, którzy mają litewskie pochodzenie. Największe wrażenie robi otwarta galeria street artu w podwórzu kamienicy w Nowym Mieście.

 

 

 

 

 

„Kiemo galerija” znajduje się na ulicy E. Ožeškienės 21, wszystkie prace wiążą się z bolesną historią Litwy. Wyjątkowe miejsce jest też próbą zachowania pamięci o dziewiętnastowiecznej architekturze. To absolutnie numer jeden mojego dnia w Kownie. Nie zapomnę, jak wpatrywałam się w mural przedstawiający przestraszonego chłopca przed schodami w kamienicy, chwilę potem odwróciłam się i ujrzałam za plecami dokładnie to samo wnętrze (ciary). Są tu też kolorowe kontenery na śmieci i gigantyczne żółte krzesło.

Muzea warte zachodu

Pozostając w okolicach Nowego Miasta, warto zajrzeć do Narodowego Muzeum Sztuki im. Czurlanisa – jednego z najstarszych i największych muzeów sztuki na Litwie. Mikołaj Konstanty Czurlanis był wyjątkowym kompozytorem i malarzem (autor czterystu utworów muzycznych, ponad 300 obrazów, do tego tworzył literaturę i eksperymentował z fotografią), a muzeum pod jego imieniem jest jedynym na Litwie prezentującym przegląd sztuki litewskiej od średniowiecza po współczesność. Znajduje się tu ponad 355 000 eksponatów. Oprócz ekspozycji, bardzo spodobał mi się układ galerii, która na wejściu ma salę muzyczną, w której akurat tego dnia uczniowie zdawali egzaminy muzyczne. Gdy zwróciłam na to uwagę, przewodnik powiedział mi, że często w weekendy przychodzi tu z córką, żeby posłuchać muzyki w towarzystwie dzieł sztuki. Ładny obrazek.

Wcześniej tego dnia, zdążyłam odwiedzić także Muzeum Instrumentów Litewskiej Muzyki Ludowej. Grałam na piszczałce w kształcie kozła oraz na rogu. Śpiewałam tradycyjne pieśni litewskie na karaoke. Nie wiedziałam, że można stworzyć tyle instrumentów w tylu różnych kształtach i gatunkach zwierząt.

Sztuka wódki

W Kownie wypiłam shota z esencją z 27 przypraw – to pierwsze zdanie, jakim opisuję swoją wycieczkę na Litwę. A stało się to w muzeum „Stumbras”, gdzie na własne oczy możesz zobaczyć, powąchać i zasmakować jak powstaje dobrej jakości alkohol. Na spacer wśród ogromnych tanków z pływającymi owocami, ziołami, przyprawami i maszynami produkcyjnymi zabiera cię pani biotechnolog, która opowiada o alkoholu z taką pasją, że naprawdę zdajesz sobie sprawę, iż jesteś otoczony sztuką. Na koniec odbywa się profesjonalna degustacja; na mojej kartce wygrała pigwówka – znacznie mniej słodka niż ta znana z polskich barów.

 

 

 

 

 

 

Korzystając z energii, jaką ów shot z 27 przypraw wlał w mój organizm, wieczorem przeszłam się jeszcze nad Niemen. Jeden intensywny dzień wystarczył, żeby poznać Kowno, chociaż kto wie, ile jeszcze takich niespodzianek w sobie kryje. A każdy lubi niespodzianki.

Jak tu dolecieć

Kowno to już trzecie miasto na Litwie obsługiwane regularnie przez linie lotnicze LOT. Pasażerowie mogą podróżować między Warszawą a Kownem aż sześć razy w tygodniu (oprócz sobót). Start z Lotniska Chopina odbywa się o godz. 22:35, a lądowanie w Kownie o godz. 0:45 (czasu miejscowego). Z Kowna do Warszawy pasażerowie mogą dotrzeć LOT-em codziennie oprócz niedziel o 06:15, żeby – po uwzględnieniu różnicy czasu – wylądować w stolicy Polski o 06:25.

Rejsy mają miejsce na pokładzie samolotu Bombardier Q400, który posiada na pokładzie 78 foteli w trzech klasach. Podróż między Warszawą i Kownem trwa około 1 godz. 10 minut.

Karolina Gawlik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *