Utracona cześć Anny z Łobzowa

Czy kupno mieszkania tam, gdzie bliżej do pracy, to powód do żartów? A może to firma powinna sprawdzać, gdzie mieszkają jej ludzie? A gdyby miasto w bardziej elastyczny sposób zarządzało komunikacją miejską? W tle zawsze pojawiają się pieniądze.

Całkiem niedawno świat poznał Annę z Łobzowa. Anna przeżywa prywatny dramat. Jak ujawniła lokalna „Gazeta Wyborcza”, kilka lat temu Anna kupiła mieszkanie w pobliżu stacji kolejowej Kraków Łobzów – dzięki temu spacerem szła na pociąg, który w kilkanaście minut zawoził ją do Kraków Business Center, gdzie mieściły się biura jej firmy: Shell.

Niestety. Firma ze względu na rosnące zatrudnienie i racjonalizację kosztów (dzięki temu Anna z Łobzowa może wierzyć, że nie straci pracy z dnia na dzień z powodu tarapatów finansowych pracodawcy) przeniosła biura do Pychowic, w okolice uniwersyteckiego kampusu. Podróż Anny do pracy nie trwa więc już kilkunastu minut, jak do tej pory, ale często nawet 40 minut i – co gorsza – trzeba się przesiadać.

Moglibyśmy tak pokpiwać z naszej bohaterki jeszcze długo, bo rzeczywiście: kto decyduje o kupnie mieszkania pod kątem dojazdu do konkretnego biurowca. Motywacje Anny były dość radykalną i na szczęście marginalną postawą. A jednak trzeba wziąć w obronę Annę i dziesiątki jej kolegów z pracy.

Po pierwsze Anna z Łobzowa jest rozżalona, bo dojazd do pracy pociągiem był bardziej atrakcyjny niż jazda tramwajem i autobusem… Zaraz, zaraz. Pociąg, tramwaj, autobus – nasza bohaterka w ogóle nie brała pod uwagę samochodu! Powinniśmy się więc już trochę mniej śmiać z jej wyborów życiowych, bo mają one korzystny wpływ na nasze życie. Anna nie korkuje ulic, nie zanieczyszcza powietrza samochodem. O mieście myśli z punktu widzenia pieszego. Być może więc, wybierając mieszkanie w rejonie stacji kolejowej, zwróciła też uwagę na zieleń miejską, bliskość szkoły, do której być może pójdzie jej dziecko i wiele innych aspektów komfortu życia w mieście. Skarga Anny nie dotyczy więc chyba przeprowadzki firmy, ale całkowicie niedopasowanej do jej potrzeb komunikacji zbiorowej.

Zapytać pracownika

Biurowiec Axis - siedziba ABB przy rondzie Mogilskim. (fot. P. Banasik)

Biurowiec Axis – siedziba ABB przy rondzie Mogilskim. (fot.: P. Banasik)

Nie ma się co łudzić: nikt nie będzie zmieniał tras autobusów czy rozkładów jazdy dla jednej Anny z Łobzowa. Lecz przecież Shell przeprowadzając się do Pychowic mógł sprawdzić, jak zmieni się codzienny dojazd pracowników do firmy. Opracowanie ankiety dotyczącej obyczajów komunikacyjnych pracowników z pewnością nie jest poza możliwościami firmy. Pracodawcy w Krakowie podchodzą do tego chyba dość luźno. Przedstawiciel firmy ABB, instalującej się w biurowcach przy al. Powstania Warszawskiego, przyznał, że nie przyszło im do głowy skorelowanie potrzeb pracowników z możliwościami komunikacyjnymi miasta. Biurowce ABB zbudowane przez Skanska znajdują się chyba w jednym z lepiej skomunikowanych miejsc w Krakowie, więc wiele do poprawy nie ma, a jednak postawa przedstawiciela firmy jest zastanawiająca.

Trzeba jednak pamiętać, że pierwsze doświadczenia firm zajmujących się usługami zewnętrznymi w Krakowie nie były najlepsze. Starania o nową linię autobusową, która obsłużyłaby rejon trzech biurowców przy al. Armii Krajowej, ze względu na nierychliwość miasta stały się tematem artykułów. Wiele lat później w Czyżynach powstały biurowce odległe od przystanków komunikacji miejskiej o kilometr – ani władze miasta, ani inwestujący w biura nie porozumieli się zawczasu. To nie są dobre doświadczenia. Pozytywnych doświadczeń z pewnością nie mają też urzędnicy, którzy przyzwyczajeni są raczej do wymuszania na inwestorach odpowiedniego układu ulic. W Krakowie, jak w większości miast, wciąż wielu obszarów nie objęto planami zagospodarowania, a więc nie jest łatwo przewidzieć, jak powinien wyglądać układ komunikacji miejskiej w przyszłości.

Przyzwyczajenie drugą naturą

Tak naprawdę rozwiązanie jest jedno: komunikacja musi się dostosowywać do potrzeb mieszkańców. To banalne stwierdzenie jest w praktyce ogromnym wyzwaniem logistycznym. Jak często należy dostosowywać komunikację do mieszkańców? Raz na rok? Raz na kwartał? Za każdym razem wymaga to masy obliczeń i wielkiego wysiłku, by nie naruszyć przyzwyczajeń komunikacyjnych mieszkańców. A te są silne – przypomnijmy choćby krótki epizod, gdy tramwaje linii 8 jeździły do Cichego Kącika zamiast do Bronowic. Sam prezydent Majchrowski przyznał, że zaakceptował decyzję o powrocie linii nr 8 do Bronowic m.in. dlatego, że upominała się o to jego żona.

Tramwaj krakowski. (fot. P. Banasik)

Co najważniejsze, główną przeszkodą w podniesieniu elastyczności komunikacji miejskiej są środki, jakie Kraków na nią przeznacza. Nie da się bowiem ot tak zwiększyć liczby autobusów na jednej z linii, ponieważ jedna z firm zmieniła biurowiec. Zwykle oznacza to konieczność wycięcia autobusów z innego połączenia, z czego nie będą zadowoleni inni mieszkańcy miasta. Kraków systematycznie podnosi wydatki na komunikację miejską, by zwiększać częstotliwość odjazdów, ale – znowu – nie da się tego zrobić skokowo. Można tylko naciskać na władze miasta, by zwiększały tempo. Nie da się jednak ukryć, że już dawno powinno dojść do stałej współpracy między przedstawicielami branży szeroko rozumianych usług zewnętrznych i innych dużych pracodawców a władzami Krakowa. Mapa potrzeb transportowych powinna być tworzona i aktualizowana w porozumieniu między obiema stronami.

Przeprowadzka wraz z firmą

Każda firma chciałaby zadbać o swoich pracowników i wynająć biura w najlepiej skomunikowanej okolicy Krakowa, ale nie każdej pozwala na to rachunek finansowy. Podobnie jest z pracownikami tych firm. Część z nich byłaby gotowa wynajmować mieszkania w pobliżu miejsca pracy, ale – powiedzmy sobie uczciwie – taka mobilność nie dla każdego jest możliwa finansowo. Przeprowadzanie się za firmą to w przypadku rodziny spore koszty, a w przypadku singla duże koszty wynajmu wyposażonego mieszkania w dobrej lokalizacji.

Jeszcze większe ograniczenia finansowe widać, gdy mowa o kupieniu mieszkania. Lokalizacje doskonale położone komunikacyjnie, tak by dojazd do dowolnej części miasta był równie dobry, są prawdopodobnie poza zasięgiem finansowym Anny z Łobzowa. Tak naprawdę mieszkanie, z którego da się równie wygodnie dojechać w większość rejonów Krakowa, to mieszkanie leżące w obrębie drugiej obwodnicy, a więc w najstarszej części miasta, gdzie krzyżują się wszystkie linie transportowe.

Anna z Łobzowa, obśmiana w internetowych memach, kupując mieszkanie musiała podjąć szereg trudnych decyzji. W tym dopasować się do miasta i rynku pracy. Jej problem komunikacyjny jest więc wart uwagi, bo zdecydowała o zapuszczeniu korzeni w Krakowie i podjęła duży wysiłek finansowy. Władze miasta i pracodawcy powinni więc teraz zadbać o Annę i 70 tys. podobnych jej osób. To z pewnością będzie kosztowało, ale na dobry początek wystarczy rozpocząć intensywną wymianę informacji.

Bartosz Piłat

Dziennikarz, publicysta, freelancer. Zajmuje się problematyką zarządzania miastami, w tym efektywnością sieci transportowych i urbanistyką, oraz ochroną środowiska na styku z gospodarką, m.in. jakością powietrza, gospodarką odpadami i odnawialnymi źródłami energii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *