Sukces w szpilkach

Głową muru nie przebijesz, ale może umiejętnościami, doświadczeniem i pewnością siebie uda się przebić szklany sufit? A może już zniknął i zabrał ze sobą nierówności płacowe, stereotypy i branżowe zamknięcie? Sprawdzamy, jak wygląda sytuacja kobiet na rynku pracy.

Znacie Jade Raymond? Gdy jej nazwisko wpisuje się w wyszukiwarkę, system podpowiada: „instagram”, „husband” i „maxim”. Nie, Jade Raymond nie jest modelką ani aktorką. Jest programistką i producentką gier komputerowych, m.in. The Sims Online i serii Assassin’s Creed. W roku 2009 stanęła na czele studia Ubisoft w Toronto, a obecnie pracuje w Electronic Arts nad produktami Gwiezdnych Wojen. Ale gdy zaczynała w tej branży ponad 10 lat temu, gracze najchętniej rozmawiali o jej wyglądzie, spekulowali na temat rozbieranej sesji w męskim magazynie, a nawet stworzyli pornograficzny komiks z jej udziałem. Jade musiała walczyć z wieloma stereotypami i ograniczeniami, by zbudować swoją zawodową pozycję. Dziś jest o niebo łatwiej – nie tylko być kobietą w IT czy na stanowisku kierowniczym, ale po prostu być kobietą w pracy.

Gospodarka jest kobietą?

W 2006 roku brytyjski „The Economist” ogłosił, że przyszłość światowej gospodarki należy do kobiet, bo to właśnie one podejmują większość decyzji zakupowych. Nie tylko kupują jogurty czy proszek do prania, ale także mają wpływ na wybór sprzętu RTV czy samochodu. Sprytniejsi specjaliści od marketingu zaczęli reagować szybko, adresując przekaz reklamowy do kobiet („femvertising”). Dużo wolniej reaguje rynek pracy, bo kobiety, mimo że wydają więcej, ciągle do domowego budżetu dokładają mniej. I to niekoniecznie ich wina.

Według Europejskiego Urzędu Statystycznego w ubiegłym roku – w porównaniu do płac mężczyzn – Europejki przepracowały dwa miesiące i trzy dni „za darmo”. Innymi słowy, dopiero 4 marca 2017 roku zawartość ich portfela liczyła tyle, co zawartość portfela mężczyzny pierwszego dnia roku. Polki pracują „za darmo” trochę krócej, bo o ile w Unii Europejskiej wskaźnik „gender pay gap”, pokazujący różnice między zarobkami w zależności od płci, wynosi ok. 16 proc, to u nas jest to zaledwie 7 proc. Raport „Women in Work Index” przygotowany przez PwC umieszcza Polskę na czwartym miejscu w rankingu najbardziej sprawiedliwego podziału zarobków wśród krajów OECD (przed nami znajdują się Luksemburg, Słowenia i Nowa Zelandia).

Autorzy raportu ocenili także, że przy obecnym wzrostowym trendzie wynagrodzeń kobiet w stosunku do mężczyzn, ich zarobki zrównają się za 95 lat. To statystyczna średnia OECD, ale Koreańczycy, Hiszpanie czy Niemcy będą potrzebować aż… 300 lat. Za to Polacy mają osiągnąć to w 2021 roku. To już naprawdę tuż-tuż!

Nie bez znaczenia przy kwestii niższych zarobków jest macierzyństwo. To kobiety częściej niż mężczyźni zostają w domu, by wychowywać dzieci, nie decydują się przez to na awanse lub wybierają zajęcia, które pozwolą im łączyć życie zawodowe z rodzinnym.

Do wyrównywania szans pracujących matek zabrały się korporacje. Wielkie firmy nie tylko przestrzegają zaleceń kodeksu pracy (brak godzin nadliczbowych, nagłych delegacji czy ograniczony czas pracy przed komputerem), ale także dokładają szereg benefitów. Dodatkowe medyczne pakiety dla kobiet w ciąży, elastyczne godziny pracy, home office, specjalne programy wspierające rodziców (np. Bussiness Parents w Capgemini), dofinansowywanie przedszkoli (State Street Bank Polska) czy pokoje dla mamy z dzieckiem (arvato), to tylko niektóre z usług sprawiających, że korporacje stają się przyjazne mamom.

Przebić szklany sufit

W 2012 roku na Facebook spłynęła fala protestów za brak kobiet w zarządzie. Oliwy do ognia dolała jedna z byłych pracowniczek, która na łamach „Wall Street Journal” opisała skandaliczne traktowanie kobiet w firmie. Wreszcie Facebook zdecydował się włączyć do swojego zarządu Sheryl Sandberg, która pracowała tam od czterech lat, a także z zaangażowaniem walczyła o równość kobiet na rynku pracy. Sandberg poprawiła wizerunek firmy, bo niewielka liczba kobiet na kierowniczych stanowiskach to drugi po nierównych zarobkach punkt zapalny na męsko-damskim froncie w pracy.

Nagłówki „polskie firmy stawiają na kobiety”, pojawiające się zazwyczaj w okolicy Dnia Kobiet, są niczym podarowane w ten dzień pudełko czekoladek, choć ich nadzienie nie zawsze jest słodkie. Owszem, w raporcie z badań „Woman in business” 2017 przeprowadzonych przez Millward Brown dla Grant Thornton czytamy, że aż 40 proc. kierowniczych stanowisk w Polsce (przebadano 200 średnich i dużych firm) piastują kobiety. Zajmujemy miejsce na podium, zaraz za Rosją i Indonezją, a ex aequo z Estonią i Filipinami. Niestety, dużo rzadziej panie osiągają najwyższe stanowiska w firmie, czyli pozycję prezesa zarządu lub dyrektora zarządzającego. Tylko 8 proc. tych osób to kobiety.

Trzeba jednak pamiętać, że kobiety swoją drogę do zawodowych sukcesów zaczęły dopiero niedawno: pod koniec XIX wieku mogły studiować na uniwersytecie, jeszcze później uzyskały możliwość czynnego udziału w życiu politycznym, a wydarzenia XX wieku na stałe wygoniły je z domów do pracy zawodowej.

– Patrząc historycznie, kobiety miały kiedyś pod górkę, przez to wielu kobietom wydaje się, że ciągle coś je ogranicza i nie dostrzegają swoich możliwości – mówi Justyna Piwowarczyk, wiceprezes w Capgemini. Pracuje tam od 15 lat, zdobywając kolejne szczeble kariery co dwa-trzy lata. Uważa, że dziś sytuację na rynku pracy regulują potrzeby biznesowe, więc szansę na sukces mają osoby, które w swoją pracę wkładają dużo wysiłku i świadomie budują swój brand.

Zamiast jednak czekać, aż potrzeby biznesowe uregulują rynek, niektóre kraje zdecydowały się na parytety. Jako pierwsza zrobiła to Norwegia, która w 2004 roku zagwarantowała kobietom 40 proc. miejsc w radach nadzorczych spółek publicznych. W Belgii od 2011 roku co najmniej jedna trzecia miejsc w zarządach spółek notowanych na giełdzie musi być obsadzona przez płeć niedostatecznie reprezentowaną. Niemcy ustawę o parytetach w radach nadzorczych przyjęły w 2015 roku, gwarantując kobietom co najmniej 30 proc. miejsc.

– Nie uważam, żeby parytety były dobrym pomysłem. To pokazuje, że jest problem, z którym trzeba walczyć. Tymczasem trzeba po prostu pozwolić, by ten proces odbywał się naturalnie, przejść nad tym do porządku dziennego – dodaje Justyna Piwowarczyk.

fot. Piotr Mleczko, źródło: Women in Technology

Tech-specjalistki…

W roku 2000 krakowski oddział Motorola Solutions Polska zaczął prowadzić wśród uczniów szkół średnich projekt „Diversity”. W rywalizujących ze sobą zespołach projektowych musiało być co najmniej 50 proc. dziewczyn. Program miał pokazać, że zawód inżyniera oprogramowania to zajęcie nie tylko dla chłopców. Podobno na początku inicjatywy przy dziewczynach były wpisywane takie zadanie jak… robienie kawy! Kolejne edycje konkursu odbywają się do dziś, a jedną z głównych zmian jest to, że dziewczyny odgrywają tam taką samą rolę jak chłopcy.

– Kobiety w sektorze IT muszą każdego dnia konfrontować się z dyskryminacją, stereotypami i pytaniem: „dlaczego się tym zajmujesz?”. Rozumiem, że nie jest łatwo zatrudnić się w firmie i wejść do pokoju, gdzie jest stu mężczyzn i dwie kobiety – mówi Benjamin Ruschin, CEO firmy technologicznej Vienna Digital, znajdujący się na liście „30under30” 2016 magazynu „Forbes”.

W pierwszej połowie maja organizuje w Wiedniu „We are developers”, największą w Europie konferencję dla deweloperów, programistów i specjalistów IT. Kobieta zapłaci za udział w konferencji 99$, choć cena biletu wynosi 199$. Jeszcze większą promocją kusi płeć piękną technologiczna konferencja Web Summit w Lizbonie – paniom oferowała wstęp za 85 euro przy standardowej cenie… 850 euro! Wszystko po to, by procent udziału kobiet w wydarzeniach nie oddawał tego z biur.

– Dzięki takim działaniom możemy kreować nową rzeczywistość. Jeżeli zaprosimy na konferencje kobiety jako moderatorki czy prelegentki i otworzymy się na grupy mniejszościowe, możemy rozkręcać trend, a tym samym pomóc kobietom czuć się bardziej komfortowo na takich konferencjach, a także w całej branży IT. Jako organizacja musimy pomóc kobietom stać się bardziej widocznymi w tym sektorze, a reszta przyjdzie się sama – tłumaczy Benjamin Ruschin.

Dziś tylko co czwarty pracownik branży STEM (Science, Technology, Engineering & Maths) to kobieta, na stanowiskach menadżerskich i w radach nadzorczych tego sektora jest ich jeszcze mniej. A to i tak o niebo lepiej niż dziesięć lat temu. Dlatego organizacje, korporacje, start-upy czy fundacje zakasały rękawy, by wyrównać gender balance.

– Zróżnicowany zespół deweloperski, zarówno pod względem kulturowym, jak i płciowym, wzbogaca każdy projekt. Każdy. Różnorodność jest bogactwem i kapitałem każdej firmy, która działa w obszarze technologii – Ewelina Wołoszyn z Women in Technology.

Na krakowskim rynku inicjatyw wspierających kobiety w branży IT nie brakuje. Women in Technology jest jedną z nich. Ich celem jest inspirowanie kobiet do sięgania coraz wyżej, przekazywanie eksperckiej wiedzy i wzajemnego zrozumienia. Po to właśnie organizują meetupy, konferencje, warsztaty, hackatony, a także projekty rozłożone w czasie: program mentorski TechLeaders czy platformę Let’s solve IT. Chcą stworzyć przestrzeń, która pokaże dziewczynom, że jest ich obecność w IT ma znaczenie i jest to trend rosnący.

– Na szczęście wreszcie mówi się też o tym, że IT to nie tylko programowanie i testowanie, ale też cała masa innych rzeczy. To też staramy się pokazać na naszych warsztatach – mówi Anna Szwiec z Women in Technology. W repertuarze WiT znajdują się zarówno spotkania przeznaczone dla osób początkujących, jak i tych pracujących w branży, które chcą poszerzać swoją wiedzę na konkretne tematy: licznie maszynowe, sztuczna inteligencja czy AR.

…o które walczą korporacje

Projektów wspierających kobiety w Krakowie znajdziemy wiele. Prężnie działają Girl Geek Carrots, TechKlub Kraków organizuje TechGirls, pojawiają się kursy kodowania dla kobiet, a w warsztaty i wydarzenia włączają się także duże korporacje. Krakowskie Sabre Polska zorganizowało „Go for IT, girl!” razem z WiT, a w wydarzeniach Women’s Bussiness Network w ostatnich miesiącach wzięły udział takie firmy jak Cisco czy IBM (choć też BBH, State Street Bank Polska czy UBS).

– Powód otwarcia się dużych firm technologicznych na kobiety jest też prozaiczny. Ludzi w IT potrzeba coraz więcej, brak jest ekspertów, więc firmy szukają w tych grupach, w których jest jeszcze pole do popisu. Dlaczego dziewczyny nie mogą tego robić? – komentuje Anna Szwiec.

ABB ogłosiło marzec miesiącem kobiet, organizują dni otwarte dla kobiet inżynierów i promują program „Women Welcome”, będący przestrzenią do wymiany doświadczeń W Centrum Hewlett Packard Enterprise działa inicjatywa wewnętrzna Women@HPE, ucząca budowania kariery zawodowej i łączenia pracy z życiem osobistym. Deloitte stworzyło klub SheXO przeznaczony dla kobiet na stanowiskach kierowniczych i zarządczych, w ramach jego działania organizowane są spotkania biznesowe z ekspertami, m.in. z dziedziny psychologii biznesu, coachingu i mentoringu. Natomiast GE Women’s Network promuje zawód inżyniera, doskonali u pracownic umiejętności menedżerskie i pomaga nawiązać ze sobą kontakt kobietom w GE na całym świecie.

Czym skorupka za młodu…

fot. Dagmara Marcinek

Choć wiele firm oferuje nauczenie się programowania w kilka weekendów czy miesięcy, kluczowa w pojawianiu się kobiet na stanowiskach kierowniczych czy w branży STEM jest zmiana mentalności. Po to właśnie korporacje starają się kształtować świadomość od najmłodszych lat. W tym celu działa wspomniany wyżej program Motoroli, Diversity. Po to też organizowane jest wydarzenie „greenlight for girls”, propagujące wizerunek kobiety naukowca. Cisco, we współpracy m.in. z Capgemini, ch2m, Sabre, Akamai czy Delphi już dwa razy w Krakowie przeprowadziło warsztaty z zakresu programowania czy chemii. Małe chemiczki przygotowywały mikstury, inżynierki budowały wieże ze spaghetti, a informatyczki zastanawiały się „czy są routerem?”.

Jeszcze aktywniej działa fundacja Girls Code Fun, która uruchomiła program stypendialny dla młodych dziewczyn, chcących nauczyć się programowania. Dziewczynki w wieku od 8 do 12 lat mogą być zgłoszone do programu przez swoją szkołę, a wybrane otrzymają bezpłatny semestr nauki programowania w języku Scratch oraz wizytę w firmie technologicznej.

Przekonywanie kobiet do wybrania studiów technicznych wziął sobie za cel także projekt „Dziewczyny na politechniki!” i „Dziewczyny do ścisłych”. W jego ramach wykładowczynie, ale i absolwentki spotykają się z kobietami, żeby opowiedzieć im o swojej ścieżce kariery, pokazują laboratoria i organizują wykłady i warsztaty.

Fundacja Edukacyjna Perspektywy razem z firmą Intel w tym roku rusza z trzecią edycją programu stypendialnego Nowe Technologie dla Dziewczyn, a wspólnie z m.in. Cisco, Intel czy Ericsson uruchamia program IT for She, którego głównym elementem jest największy w Europie obóz dla dziewczyn w IT – Women in Tech Camp.

Choć trudno zmierzyć efekty tych działań, to raport przedstawiony przez Fundację Edukacyjną Perspektywy w marcu tego roku pokazuje, że procent kobiet na uczelniach technicznych w ciągu ostatnich 10 lat wzrósł z 31 do 37 proc.

Szans na zaistnienie w branży i korporacji jest więc wiele, bo, jak widać, wspieranie kobiet na rynku pracy stało się niemal powszechnie obowiązującym trendem. – Sami decydujemy o naszej ścieżce zawodowej. Szukanie winy w niesprzyjających okolicznościach do niczego nie prowadzi. Sama miałam tysiąc niesprzyjających okoliczności, ale zamiast się nimi przejmować, koncentrowałam się na wzbogacaniu siebie jako marki na rynku pracy – dodaje Justyna Piwowarczyk. W jej szkole średniej o profilu technicznym na 1080 uczniów było 20 dziewczyn.

 

Dagmara Marcinek

Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kocha stare kino i nowe technologie. O  tym, co piszczy w kulturze pisze w portalu Kulturatka.pl, o polskie filmy dokumentalne dba w KFF Sales&Promotion, a wszystko inne komentuje na twitterze: @_miss_waldorf_. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *