Street art w biurze

Holenderski streetartowiec pokazał 28 swoich prac w biurach Księgowości Polskiej. Skąd tak niecodzienny mariaż? – pytamy Mike’a Steele’a.

RAFAŁ ROMANOWSKI: Holender z branży IT, po godzinach malarz obrazów graffiti, które z kolei lądują na wystawie w biurze firmy zajmującej się księgowością. Szalone połączenie.

MIKE STEELE (JAWZ): Bardzo odświeżające i zgodne z przesłaniem, jakie niesie sztuka street-artu. Nie ma tu wyraźnych granic, wizualne tropy mocno się zacierają, a najważniejsze jest, abyś był otwarty na drugiego człowieka i stale proponował coś nowego.

Słyszałem, że od dawna zajmujesz się malarstwem graffiti.

Od pierwszej połowy lat 80. Jakoś w 1984 czy 1985 roku zacząłem malować swoje pierwsze prace na murach podmiejskich dzielnic Amsterdamu, gdzie mieszkałem. Robię to do dzisiaj, choć mój styl oczywiście ewoluował. Teraz zajmuję się pokrywaniem kolorami i wzorami głównie płócien, kiedyś były to ściany, mury, budki trafo, kioski, wagony metra.

Od dawna mieszkasz w Polsce?

Od siedmiu lat. Przeniosłem się tu z Amsterdamu, gdzie miałem własną firmę zajmującą się m.in. reklamą. Wtedy w mój kraj uderzył mocno kryzys finansowy, a wiadomo, że reklama to pierwsze do cięcia wydatki w firmach. Początkowo mieszkałem w okolicach Zielonej Góry, ale tam nie było wiele do roboty. Przeniosłem się więc do Krakowa. Kiedy zacząłem mieszkać w Polsce, uczyłem się języka, bardzo polubiłem Polaków, a przede wszystkim zwiedziłem Polskę wzdłuż i wszerz. Byłem wszędzie: Złotoryja, Piła, Grudziądz…

W Krakowie pracujesz jako menedżer IT w ACL. Twoje hobby tutaj to malarstwo graffiti. Ale dlaczego zająłeś się akurat tym?

Jakoś tak wyszło. Amsterdam był i jest bardzo wielokulturowy. Na samym początku boomu na graffiti ludzie inspirowali się bardzo nawzajem swoimi dokonaniami. Uczyliśmy się wizualnego języka ulicy głównie od mieszkających obok nas Amerykanów, ale sporo też czerpaliśmy z równie prężnych scen Londynu czy Berlina. Dla mnie to było bardzo interesujące, supernielegalne i piękne. Zostałem przy tym.

…i to na ponad 30 lat!

Jestem bardzo energiczny i nie mogę siedzieć bezczynnie. Spełniam się w tym, co robię, a dodatkowo motywuje mnie moja partnerka. Ponadto w Krakowie dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy. Scena artystyczna, również graffiti, jest bardzo interesująca. Powstają fantastyczne, kreatywne rzeczy. Zresztą uważam Kraków za stolicę Polski (śmiech) i aktualnie miasto ciekawsze niż moje rodzinne. Myślę bardzo pozytywnie o mojej przyszłości tutaj.

Jak to się stało, że 28 twoich obrazów wylądowało w biurze Księgowości Polskiej przy Ślusarskiej 9 na Zabłociu?

Szukałem przestrzeni do ekspozycji moich prac. Jeden z kolegów prowadzący sklep IDEA KIX z materiałami plastycznymi i sneakers shoes dał mi kontakt do Andrzeja, szefa Księgowości Polskiej. Powiedział, że zarówno on, jak i pracujące tam Sylwia i Joanna to bardzo otwarci i ciekawi świata ludzie. I to się potwierdziło. Zaproponowali, że zrobią mi wernisaż i że mogę u nich pokazać swoje prace. I tak trafiłem tutaj.

Jak opisałbyś swoje obrazy? Mnie kojarzą się nieco z pop-artem, może trochę z japońską mangą…

Manga to wielkie oczy, moje postaci maja mniejsze. Trochę jest w tych pracach pop-artu, ale głównie sztuki tatoo, meksykańskiej kultury, komiksów i przeniesionego na obraz street artu. Ponadto bardzo lubię intensywne kolory, więc mogę się tu nimi pobawić.

Jakie były reakcje na wernisażu? Nie słyszałem dotąd, żeby firmy specjalizujące się w księgowości inwestowały w malarstwo graffiti.

Przyszło kilkaset osób i odbiór był bardzo pozytywny. Wydaje mi się, że wspólnie z Księgowością Polską umieliśmy to po prostu dobrze sprzedać odbiorcom. Nigdy nie spotkałem ludzi, którzy byliby tak otwarci i cieszy mnie, że wokół tego projektu pojawiło się aż tyle pozytywnej energii. Konkretne decyzje jeszcze nie zapadły, ale będziemy kontynuować współpracę. Zobaczymy, co się nam urodzi.

 

Rafał Romanowski

Dziennikarz, publicysta, podróżnik, wykładowca i szkoleniowiec w jednym. Pisze głównie dla „Gazety Wyborczej” o polityce, nowych trendach, social media, lotnictwie, różnych krajach globu. Wykłada dziennikarstwo na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera. Podróżował m.in. przez: Malezję, Sri Lankę, Namibię, Tajlandię, Syrię, Chiny, Liban. Współautor dwóch książek o Krakowie oraz bloga Miastaiuczucia.pl. Aktywny na Twitterze jako @FkrutceCom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *