Robotę zabierze robot

Przełom wieków zdominowały komputery, obecnie ludzkość oszalała na punkcie smartfonów, ale najbliższa przyszłość należeć będzie do wirtualnych botów i wcielających się w nasze role robotów. Co czeka nas na rynku pracy w dobie Zrobotyzowanej Automatyzacji Procesów?

* za drogo nas kosztujesz. STOP

* zbyt wolno pracujesz. STOP

* w zeszłym miesiącu system odnotował ci zbyt wiele dni wolnych. STOP

* mamy kogoś, kto jest tańszy, bardziej wydajny i nie zamierza brać wolnego. STOP

What’s up? Właśnie zostałaś/zostałeś zwolniony z pracy przez cyfrową panią z cyfrowego działu kadr. O tym, że ten system obsługują już bezduszne roboty, wiadomo było wcześniej. Ale do głowy nie przyszło dotąd, że robot może zdegradować człowieka. I zastąpić bardziej wydajną maszyną. Mamy rok, jaki mamy. Robotę zabiera ci robot. Koniec. Kropka.

***

Hologram nie jest do końca przeźroczysty. Joi jest jak żywa, uwodzi nas swą pozorną konsystencją, w pełni odmalowanymi kształtami realnej kobiety. Emituje dźwięki, porozumiewa się, potrafi okazać szczere emocje. Towarzyszy w codziennym „życiu” melancholijnemu androidowi o imieniu „K”, z którym przez niemal trzy godziny podróżujemy przez zatopione w rdzy i deszczu miasta postprzemysłowej przyszłości. Joi można kupić, zainstalować dzięki aplikacji, testować, włączać i wyłączać pilotem o dowolnej porze. Jest piękna, miła, czuła, użyteczna. Jej kolejne, udoskonalane wersje uśmiechają się do ciebie z fluorescencyjnych citylightów…

Tyle „Blade Runner 2049”, zmyślnie zrealizowany remake kultowego filmu Ridleya Scotta „Łowca androidów” z 1982 roku. I choć tematykę poruszoną w tym wizjonerskim filmie łatwo sklasyfikować jako odległą nam, tutaj, w drugiej dekadzie XXI wieku, powszechnie już dyskutowane są prognozy, według których za dekadę lub dwie ludzkość zostanie otoczona w niemal każdej sferze sztuczną inteligencją, podłączonymi do sieci inteligentnymi urządzeniami czy zmyślnymi robotami. Nadchodzi era komputerowych botów, hologramów, hybrydowych platform – uważają specjaliści, jak choćby dr Aleksandra Przegalińska, filozofka, badaczka rozwoju nowych technologii w Massachusetts Institute of Technology w Bostonie.

Jednak w dyskusji nad powszechnym za jakiś czas automatyzowaniem świata umyka nam wiele zagrożeń dla rodzaju ludzkiego. I nie chodzi tu nawet o opisywany przez scenarzystów science fiction czy futurologów bunt maszyn (według wielu teorii do pierwszej konfrontacji ludzi z maszynami może dojść na dużą skalę już w okolicach 2030 roku), czy – pokazanych nie tylko w filmach typu „Blade Runner”, ale też w wielu naukowych prognozach i opracowaniach – kwestii wymieszania się gatunku ludzkiego z obdarzonymi wyższą inteligencją humanoidami czy androidami. Te stopniowo mogą przejmować kontrolę nad światem, sprowadzając czynnik ludzki na margines rozwoju cywilizacji, wspólnej już z maszynami.

We are the robots

Sztuczna inteligencja, rozszerzona czy wirtualna rzeczywistość, machine learning – te pojęcia od lat rozgrzewają świat naukowców, futurologów, specjalistów od nowych technologii. Opisy postępującej robotyzacji znajdziemy w niezliczonej liczbie przykładów z pogranicza nauki, kultury i popkultury, przeczytamy w książkach Stanisława Lema, usłyszymy na płytach zespołu Kraftwerk, obejrzymy w filmach „Metropolis” Fritza Langa czy „Odyseja Kosmiczna. 2001” Stanleya Kubricka.

Wszędzie łatwo trafić na pogląd, że przesadny optymizm i brak odpowiedniej kontroli nad tworzonymi właśnie maszynami może powodować w przyszłości więcej szkody niż pożytku. – Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co możemy osiągnąć, gdy ta inteligencja zostanie spotęgowana przez narzędzia posiadające sztuczną inteligencję. Sukces w tworzeniu sztucznej inteligencji będzie największym wydarzeniem w historii ludzkości. Niestety, może to też być ostatnie wydarzenie, jeśli nie nauczymy się jak unikać zagrożeń – przestrzega Stephen Hawking, słynny astrofizyk i kosmolog.

Jeśli wydaje ci się, że opisywane tu kierunki rozwoju technologii to zbyt odległa wizja, którą powinny się martwić nasze wnuczęta, cofnij się do pierwszego obrazka. Już teraz gwałtowny rozwój użytecznych robotów i inteligentnych botów, które stopniowo zaczynają odbierać nam pracę, spędza sen z oczu pracowników wykonujących w korporacyjnym łańcuszku mniej skomplikowane procesy. Ci pójdą pod nóż jako pierwsi.

– Telemarketerzy nie mają najmniejszych szans. Ale też inne zawody, które już teraz uważa się za dość odtwórcze, będą stopniowo pozbawiane ludzkiego czynnika. Trudno prognozować, czy stanie się to za 5, 10 czy 20 lat, ale przy tak gwałtownym rozwoju automatycznych botów i wirtualnych doradców, taki zawód jak telemarketer nie wytrzyma konkurencji ze strony maszyn. Przegra z kretesem – ocenia dr Aleksnadra Przegalińska. Powtarza, że nie ma sensu kształcić człowieka deklamującego np. oferty telefonii komórkowej czy marketu z butami, skoro to samo – nawet lepiej, a przede wszystkim taniej – potrafi zrobić komunikujący się z nami coraz bardziej przyswajalnym językiem bot.

Sporo dzieje się też na zakurzonym przez lata froncie rozwoju robotów. Kanciasta metalowa postać ze świecącymi oczami, metalicznym głosem i antenką to już przeszłość. Współczesne roboty naśladują niemal idealnie ruchy, gesty, manualne zdolności człowieka, nie boją się wykorzystywać modułów sztucznej inteligencji w toku uczenia się coraz bardziej zaawansowanych zadań. Czas się do tego przyzwyczajać. Jak we wrześniu 2017 roku, gdy YuMi – flagowy robot technologicznego giganta ABB (również obecnego w Krakowie) – poprowadził przed rozentuzjazmowaną publicznością teatru w toskańskiej Pizie koncert muzyki poważnej, brawurowo wykonując zadania dyrygenta. Arię „La donna è mobile” z opery „Rigoletto” Giuseppe Verdiego śpiewał Andrea Bocelli, dźwięki dobywała Lucca Philharmonic Orchestra. A niewzruszony YuMi machał batutą trzymaną w metaliczno-białych szczypcach.

BPO się zwija

To tylko jeden z przykładów. Ale już na nim widać, że im bardziej maszyny, roboty, boty będą uczyć się więcej, tym szybciej będzie się przeobrażał rynek pracy. Nie tylko na świecie, ale i w Polsce stanie się to stosunkowo szybko. Tu wielu z was może oblecieć strach, bowiem według raportu „Global Services Location Index” A.T. Kearney z września 2017 roku w wyniku automatyzacji procesów w najbliższych pięciu latach w Polsce ubędzie 34 tys. etatów w sektorze BPO. Nic dziwnego, skoro maszyny już teraz potrafią dyrygować orkiestrami symfonicznymi czy przeprowadzać skomplikowane operacje medyczne, co miałoby się stać z takimi działaniami jak wklepywanie liczb do arkuszy excel, proste operacje obliczeniowe, podstawowa księgowość. Tu zerknijmy na lokalne, polskie, ale i krakowskie podwórko. Mimo zauważalnego trendu podwyższania kompetencji i ściągania nad Wisłę coraz bardziej zaawansowanych biznesów, polski outsourcing stoi przecież głównie księgowością i finansami.

„O ile w takich krajach jak USA zniknie sporo miejsc pracy, to nie dotknie to w tym samym stopniu hubów, np. Filipin, gdzie wykonywane są usługi z zakresu obsługi klienta. Natomiast ryzyko utraty znaczącej liczby etatów istnieje w Indiach, gdzie jest duża koncentracja powtarzalnych procesów, czy Polsce, gdzie duża część portfela to procesy finansowo-księgowe” – czytamy w raporcie. A.T. Kearney potwierdza, że wskutek automatyzacji w ciągu kolejnych pięciu lat w Chinach, Indiach czy Filipinach ubędzie ponad milion miejsc pracy. Są też dobre strony tej ewolucji, bowiem – jak uważają autorzy raportu – na każde cztery zlikwidowane etaty powstanie średnio jedno miejsce pracy związane z zarządzaniem procesami automatyzacji.

– Coraz bardziej rozpowszechniony trend automatyzacji pracy pozwala nam przewidzieć redukcję etatów setek tysięcy nisko wykwalifikowanych pracowników w krajach związanych z centrami BPO – nie ma wątpliwości Arjun Sethi, partner and global head of A.T. Kearney Digital Transformation Practice, współautor raportu. I dodaje, że przed zastępowaniem mniej skomplikowanych zadań przez automaty nie ma ucieczki.

To się już dzieje

Grozą wieje nie tylko w outsourcingu. Do 2030 roku blisko 140 tys. urzędników pracujących w administracji rządowej Wielkiej Brytanii ma zostać zastąpionych przez rozmaite rozwiązania technologiczne. Oznacza to redukcję nawet 90 proc. zatrudnionych w tym sektorze. Oczywiście całej rewolucji przyświeca cel finansowy, bowiem generowane oszczędności mają wynieść nawet 2,7 mld funtów rocznie. W brytyjskiej służbie zdrowia (NHS), pracę może stracić blisko 100 tys. Urzędników, a na dokładkę 25 tys. pracowników recepcji. Tu w kieszeni podatnika zostanie kolejne 1,8 mld funtów rocznie. Również zdaniem analityków The McKinsey Global Institut w ciągu najbliższych 50 lat automatyzacja rozmaitych procesów, które do tej pory wykonywali ludzie, powinna doprowadzić do wzrostu produktywności na poziomie od 0,8 do 1,4 proc. rocznie w skali globu. To ogromne wartości.

Już teraz jednak boty przejmują spory kawał rzeczywistości, stając się, jeszcze niezauważalnie, towarzyszami naszej codzienności. W 2017 roku, ochrzczonym zresztą Rokiem Bota, automatyzacja wielu procesów pędzi już własnym nurtem. Multum botów w chińskich komunikatorach typu WeChat, nawigacja od Google, asystent kupowania biletów lotniczych w holenderskim KLM, Siri w iPhonach, Alexa zintegrowana z setkami usług, m.in. Uberem, coraz bardziej popularne boty w facebookowym Messengerze. Mają gotowe odpowiedzi, ileś zapisanych scenariuszy rozmów, niektóre zaczynają wyczuwać emocje z tonu naszego głosu czy dobieranych słów.

Mało kto protestuje przeciwko samoobsługowym kasom w marketach typu Tesco czy Carrefour, ale to właśnie one doprowadzą w najbliższej przyszłości do sporych redukcji w zawodzie kasjera czy kasjerki. A działające we Wronkach pod Poznaniem pierwsze w Europie całkowicie zautomatyzowane centrum magazynowe firmy Amica to tak naprawdę – obok tryumfu użytecznej technologii – śmierć zawodu magazyniera. Ogromne, górujące nad okolicą centrum jest od niedawna jednym z największych w Europie magazynów sprzętu AGD. Mieści się w nim blisko 250 tys. sztuk dużych urządzeń AGD (pralek, lodówek, kuchenek, każde z nich o wadze 50-70 kg), które dzięki w pełni zautomatyzowanemu sterowaniu, może odpłynąć stąd do klienta w ciągu kilkunastu minut. Centrum pracuje 24 godziny na dobę, nie notuje przestojów, potrafi wydać na godzinę ponad 1600 sztuk sprzętu AGD, a co najciekawsze… obsługuje je tylko jeden człowiek.

Widmo RPA

Czy więc w najbliższej przyszłości Zrobotyzowana Automatyzacja Procesów (Robotic Process Automation, w skrócie RPA) zagrozi popularnym pod koniec drugiej dekady XXI wieku zawodom? Wszystko wskazuje na to, że tak, bowiem według wyliczeń firmy analitycznej Deloitte zadania, na które obecnie człowiek potrzebuje kwadransa, robot działający w oparciu o RPA może wykonać w… minutę. Oznacza to, że jeśli w ciągu jednego dnia odbębnimy 32 takie procesy, robot nie da nam szans, kończąc dzień z blisko 500 wykonanymi zadaniami na koncie. Nie oszukujmy się, pracodawcom taki obrót spraw będzie bardzo odpowiadać. Na nasze miejsce zyskają niezwykle taniego w utrzymaniu „sztucznego” pracownika (koszta jedynie oprogramowania i serwisu), a na tym stanowisku efektywność wzrośnie blisko dwudziestokrotnie.

Tylko z danych Deloitte zawartych m.in. w raporcie „The Robots Are Coming” wynika, że zatrudniony w centrum usług wspólnych mieszkaniec Indii kosztuje średnio globalną firmę o 36 proc. mniej niż jego kolega w Wielkiej Brytanii. Ale już w konfrontacji z odpowiednio zaprogramowanymi robotami okazuje się, że koszt spada aż o… 81 proc.

– Czeka nas zastępowanie kolejnych grup zawodowych maszynami i wypieranie człowieka z procesu wytwarzania produktu. Plus równoległy proces demobilizowania pracowników o niższych kwalifikacjach i przekwalifikowanie ich wyłącznie do asysty maszynie czy prac serwisowych – uważa dr Przegalińska. Podkreśla jednak, że sporo miejsc pracy może czekać w miejscach, gdzie trzeba będzie… asystować maszynom.

– Przynajmniej na początkowym etapie ktoś musi je monitorować. W perspektywie kilkunastu lat nowe miejsca pracy będą powstawać w celu współpracy z maszynami. Kwestia, kto się załapie na ten nowy model pracy. Owszem, zawód informatyka czy programisty oceniany jest teraz, w roku 2017, jako bardzo prestiżowy. Ale z czasem przecież się upowszechni i będzie podlegał normalnym prawom dystrybucji. Specjalistów od programowania będą miliony. I co wtedy? – pyta retorycznie.

RPA pociągnie więc za sobą zmiany nie tylko w modelu pracy. Mowa też o innej aranżacji czy nawet konstruowaniu budynków (m.in. biurowych), niż te, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić. W końcu święta przestrzeń, jaką musiał zapewnić biurowy pracodawca swemu „żywemu” pracownikowi, w przypadku „sztucznego” nie musi mieć racji bytu. Jak będzie więc wyglądać przyszłość sektora BPO/SSC/IT w sytuacji mieszania z sobą (choć może też separowania od siebie) pracowników, którym bije serce i płynie krew w mózgu, od tych, których napędza kwarcowy mechanizm czy steruje nimi w pełni zautomatyzowany proces zawieszony w wirtualnej chmurze?

Przekonamy się. Na własnej skórze.

 

Rafał Romanowski

Dziennikarz, publicysta, podróżnik, wykładowca i szkoleniowiec w jednym. Pisze głównie dla „Gazety Wyborczej” o polityce, nowych trendach, social media, lotnictwie, różnych krajach globu. Wykłada dziennikarstwo na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera. Podróżował m.in. przez: Malezję, Sri Lankę, Namibię, Tajlandię, Syrię, Chiny, Liban. Współautor dwóch książek o Krakowie oraz bloga Miastaiuczucia.pl. Aktywny na Twitterze jako @FkrutceCom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *