Pomysł na kanikułę, czyli What’s Up na wakacjach

Chociaż papierowy What’s Up Magazine ma wakacyjną przerwę, nigdzie nie uciekamy! Podczas, gdy wy będziecie jeździć po całym świecie, my będziemy tu – w internecie. Co jeszcze będziemy robić? Przeczytajcie, jakie są nasze pomysły na czas wolny latem. 

Las pod Babią Górą

Wolny czas spędzam w Krakowie dość rzadko, jeśli nie jest to chwila na kawę przy Plantach albo wieczór z winem lub piwem w jednym z wielu krakowskich miejsc.

Nie da się tak stale spędzać wolnego czasu (tak mi się wydaje, choć zapewne wiele osób pęka teraz ze śmiechu), zatem weekendy i inne dłuższe przerwy od pracy to niemal zawsze wyjazd poza Kraków – dla mnie tym łatwiejszy, że mój dom rodzinny jest pod Babią Górą. Biorę więc syna – tak się składa, że nie protestuje przeciw wyjazdom – wsiadamy w samochód i najdalej po półtorej godziny jesteśmy w środku lasu.

Jeśli wyjechaliśmy w piątek po południu, to około godz. 19 siedzimy na skraju zagajnika w pobliżu domu rodziców i obserwujemy sarny. Nie ma wieczora, żeby nie wyszły się popaść – wystarczy się nie ruszać i nie uciekną, nawet kiedy siedzicie bardzo blisko nich.

Następnego dnia – powiedzmy, że to lipiec albo sierpień – idziemy na grzyby. Wcale nie chodzi o to, żeby przynieść ich dużo (choć sukces ilościowy zawsze cieszy). Celem jest spacer i obserwowanie lasu – najlepszy środek uspokajający. Syn przy okazji zbiera grzyby, uczy się, jakie rośliny rosną w lesie, jakie małe zwierzęta można w nim napotkać – hitem są kumaki górskie, bo mają pomarańczowy brzuch. No i łatwo je złapać.

Po południu można zbudować tamę na potoku. Taką z kamieni – kiedy wrócimy za tydzień, dwa, już jej nie będzie, więc budowa zacznie się od nowa. Tamę buduje oczywiście syn. Książka, komputer, koszenie trawy, rąbanie drewna – to rozrywki godne mieszczucha.

Czasami zdarzy się nam wyskoczyć w góry. Właściwie na jedną konkretną: Babią Górę. Z dzieckiem w Tatrach nie jest zbyt wygodnie, ale Babia nadaje się na inicjacje górskie doskonale. Po godzinie spaceru dojdziecie z dzieckiem na Sokolicę, jeden z pośrednich szczytów Babiej Góry. To już 1367 m n.p.m., las się skończył, więc panorama jest naprawdę imponująca. Jeśli wasze dziecko ma jeszcze trochę sił (pięciolatek powinien poradzić sobie bez problemu) możecie wejść na Kępę. To 1521 m n.p.m. i widok na wszystkie strony świata. Z siedmiolatkiem śmiało możecie celować w zdobycie szczytu (1725 m n.p.m.), ale wybierajcie dobrą pogodę – widoku na Tatry nie zapomnicie.

A jeśli na Babiej już byliście, zawsze możecie wsiąść w samochód i po godzinie jazdy znaleźć się pod jednym z najbardziej malowniczo położonych zamków w tej części Europy. Oravski Podzamok i jego Oravski Hrad to zamek z bajki – stoi na skale o wysokości kilkudziesięciu metrów. Wrażenie, szczególnie na dzieciach, robi już samo oglądanie go z zewnątrz. W środku też jest świetnie: więzienie z XVI w. z autentycznymi narzędziami tortur, studnia głębokości kilkudziesięciu metrów i mnóstwo innych historycznych artefaktów. Jest jeden mankament: przewodnicy mówią po słowacku, więc większość z nas rozumie pojedyncze słowa. Ale to nic. Bo kiedy znajdziecie się z salach w wypchanymi w XIX w. dzikimi zwierzętami, upolowanymi przez właścicieli, okaże się, że wasze dziecko nie straciło czasu w lesie. Biega po sali i pokrzykuje: krogulec, kobuzek, sokół, sarna, borsuk, łasica czy kuna?, uuuuuu… orzeł!!!, sierpówka…

Poleca Bartek Piłat

Jazz na ulicach

Jak lato, to upał, a jak upał – to najlepszy czas, by zejść do piwnicy po odrobinę ochłody. W krakowskiej wersji to się nie zawsze udaje, bo w wielu piwnicach rozbrzmiewa jazz – a jak jazz, to jest gorąco.

Kraków to kolebka wielu znakomitych jazzmanów, zarówno starszego, jak i (naj)młodszego pokolenia, co roku gości też wiele gwiazd światowego formatu. Nieważne, czy słuchamy ich w jednym z klubów rozsianych wokół Rynku (np. na Letnim Festiwalu Jazzowym w Piwnicy pod Baranami), na którejś z sal koncertowych (np. Branford Marsalis i Kurt Elling w Operze Krakowskiej) czy w plenerze (jazzowa scena w Hucie na Wiankach) – każdy z koncertów ma swoją energię, która nadaje miastu rytm i rozgrzewa je jeszcze bardziej w upalne dni.

A kiedy lato się kończy, jazz w Krakowie pozostaje – i może wtedy potrzeba go jeszcze bardziej niż zwykle.

Poleca Piotrek Banasik

Lato w mieście

Nie należę do osób, które w wakacje muszą uciekać z Krakowa. Lato w mieście jest świetne, bo można tu robić to, co przez cały rok, ale jest ciepło, więc jest fajniej.

Dlatego – jak do kina, to na pole: na taras w Agrafce, na dziedziniec Pod Barany, na podwórko do BAL-u. Na ekranie klasyka obok hitów ostatniego roku. Jak na wino, to na małopolskie Dni Otwartych Winnic. Nigdzie nie smakuje lepiej niż na trawce wśród winorośli. Jeśli muzyka, to Szalom na Szerokiej albo Live Festival (już ogłoszona Lana del Rey i Ellie Goulding to dopiero początek line-upu). Jak na rower, to do Huty nad zalew. Liczę na to, że bulwar znów będzie wart sztuki. A jeśli książka, to nad wodą. W Krakowie i okolicach jest naprawdę wiele miejsc, gdzie można rozłożyć leżak i po prostu odpocząć.

Poleca Dagmara Marcinek

Szukając ogródka

W upalne dni, gdy spędzam je w mieście, najczęściej szukam… chłodu. I namiastki przyrody wśród krakowskich murów. Jest kilka miejsc w Krakowie, gdzie można odpocząć i poczuć się przez chwilę jak na wakacjach, bez konieczności wsiadania do samolotu czy pociągu.

Jednym z miejsc, w którym właściwie od razu przenoszę się do któregoś z krajów śródziemnomorskich, jest Pino Garden. Odcięte od ulicy i szumu samochodów, zielone, zalane słońcem. Co z tego, że jedzenie jest przeciętne, skoro można wyciągnąć się w słońcu albo w cieniu z kieliszkiem prosecco w dłoni i wpatrywać w piękne drzewo oliwne. Po chwili nawet zupełnie niepotrzebna tu muzyka przestaje przeszkadzać.

Podążając kluczem prosecco, tym razem szukając wina lepszej jakości, należy wstąpić do Strefy, która zajmuje centralnie położony budynek przy Dolnych Młynów 10. To tu, w labiryncie podwórek dawnych zakładów tytoniowych, tętni obecnie nocne życie Krakowa. Odgrodzone od ulicznego ruchu, głośne gwarem rozmów przy stolikach i na leżakach oraz muzyką dobiegającą z kilkunastu lokali. Wino w Strefie i kanapka w Meat & Go – pełnia szczęścia pod ręką.

W pogodne dni wskakuję na rower i już po chwili jestem w Forum Przestrzenie: kubek kawy, leżak, widok na Wisłę. Najbardziej lubię to miejsce, gdy jest w miarę puste i leniwe – w środku tygodnia, w środku dnia. Może dlatego, że gdy cztery razy w roku organizuję tam Najedzeni Fest!, dawne sale hotelu są wypełnione po brzegi, a na bulwarach odbywa się wielki spontaniczny piknik (jeżeli pogoda pozwala).

W centrum o połączenie: dobry ogródek i fajne jedzenie nie jest najłatwiej. Szukając cichych, chłodniejszych i mniej oczywistych niż Bunkier miejsc sprawdźcie choćby Winomana, Klimaty Południa, Truflę, Bistro 11. Na kawę pod chmurką biegnijcie do Wesołej, z kolei na lemoniadę do jednego z najpiękniejszych ogrodów – Meho Cafe schowanego przy Krupniczej.

Poleca Magda Wójcik

Wypad pod Kraków

Kraków to miasto na tyle przywiązane do swojego poczucia indywidualności, że raz po raz, jak grzyby po deszczu, wyłaniają się w nim „nowe miejsca”, trendy i klimaty – miasto sporych rozmiarów, zarazem kameralne i intymne.

Polecam rower, najlepiej w ciepły letni wieczór i bez obierania od razu konkretnego celu, by nie blokować zmysłów na to, co po drodze i w pobliżu. Ot, improwizowana wycieczka po mieście. Rower jest absolutnie niezastąpiony jeśli chcesz poczuć to miasto w sposób wielowymiarowy, zobaczyć gdzie, jak i dlaczego ludzie naprawdę chętnie spędzają czas. Warto korzystać z niego jak najczęściej, swobodnie improwizować, zwłaszcza w ciepłe popołudnia i wieczory. Zapuścić się w jak najwięcej małych, kameralnych uliczek, skwerów i zakątków, tętniących życiem dzielnic, parków i okolic.

W liceum po lekcjach co kilka dni pędziliśmy do Ojcowa, Pieskowej Skały i Doliny Będkowskiej, wielokrotnie przeczesując tamtejsze szlaki. Pamiętam kilkadziesiąt takich wycieczek. Pod koniec upalnego dnia idealny jest wypad do Kryspinowa (zwłaszcza na motorze), gdy ludzi jest już mało, woda idealna, a słońce wciąż grzeje.

Często pracuję w terenie, szukając głębokiego skupienia wśród ludzi i rozmów. Zwykle wybieram tzw. miejsca niszowe, nieco schowane przed tłumem niewtajemniczonych turystów. Polecam też Lasek Wolski, bulwary aż po Tyniec i kapitalne okolice Skałek Twardowskiego – koniecznie późnym popołudniem.

Poleca Łukasz Cioch

Z dala od centrum

Kultura w Krakowie latem leży. Ale nie kwiczy, raczej się opala. Plener rządzi kulturalnym kalendarzem i dlatego w lipcu i sierpniu tam właśnie szukam atrakcji.

Na pewno nadrabiam kinowe zaległości: na plenerowych pokazach ciepłymi wieczorami m.in. w Kinie pod Baranami, a w salach za parę groszy m.in. w kinach ARS. Zaglądam też na letni festiwal Opery Krakowskiej, nie ma też dla mnie lata bez zatańczenia tanga na powietrzu (specjalna milonga organizowana na Plantach). W wakacje odwiedzam też liczne małe galeryjki, których na co dzień nie mam czasu dostrzec. Na pewno szukam inspiracji kulturalnych poza ścisłym centrum, gdzie kłębi się tłum turystów. Ostatnio dostałem zaproszenie na pokaz prac malarskich i set didżejski w czereśniowym sadzie pod Wieliczką. I wchodzę w to!

Poleca Rafał Romanowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *