Maszyna i kawa

Nowa sukienka czy bluzka to zawsze dobry pomysł. A gdyby pewnego dnia założyć coś z metką „made by me”? Dzięki warsztatom w Slow Fashion Cafe, przy unoszącym się zapachu kawy, poszerzysz swoją garderobę o samodzielnie uszyte kreacje.

 

Dzięki galeriom handlowym wyrastającym w każdej dzielnicy miasta czy internetowym sklepom dostarczającym zamówienie prosto do domu, wypełnianie szafy ubraniami przychodzi bez trudu. Ci, którzy chcą się wyróżnić, zamiast kupować w popularnych sieciówkach, sięgają po ubrania od projektantów, obserwują lokalne butiki czy polują w second handach. Jeszcze inni biorą sprawy w swoje ręce: znajdują idealny materiał, otrzepują z kurzu maszynę do szycia po babci i sami tworzą niepowtarzalne ubrania.

 

– Kiedyś w każdym domu była maszyna do szycia. Teraz 80-90 proc. osób, które do nas trafiają, nawet jeśli mają jeszcze gdzieś zakopaną maszynę, nigdy z niej nie korzystały. Chcą się nauczyć szycia od podstaw, a miejsc, gdzie można to zrobić, w centrum Krakowa wcześniej nie było – mówi Jagoda Rymut, instruktorka szycia w Slow Fashion Cafe.

 

To właśnie dlatego na Kazimierzu powstało Slow Fashion Cafe. Właścicielki: Monika Szumińska-Németh i Katarzyna Stypulska-Trybulec to absolwentki UJ i projektantki po SAPU, a instruktorki Anna Gawor, Jagoda Rymut i Eliza Łopata – krawcowe z wykształcenia i dyplomowane projektantki, szyjące ambitne projekty: od sukni ślubnych po stroje historyczne. Wszystkie projektują i tworzą własne kolekcje, które można kupić w SFC, a niektóre fasony uszyć na warsztatach. Swoimi umiejętnościami postanowiły podzielić się z tymi, dla których ściegi czy fastrygi to wiedza tajemna. Śmieją się, że Slow Fashion Cafe nie zostało założone po to, żeby być przedsiębiorstwem, tylko po to, żeby było przyjemne.

 

– Panuje tutaj rodzinna atmosfera. Kursy prowadzone są w małych, maksymalnie sześcioosobowych grupach, więc jest czas, żeby się poznać. Dziewczyny bardzo fajnie się integrują, czasami przychodzą tylko po to, żeby wypić kawę. Oczywiście coś przy tym sobie dziergają, ale najważniejsze jest, żeby się spotkać – opowiada Katarzyna Stypulska-Trybulec, współwłaścicielka pracowni.

 

W Slow Fashion Cafe zajęcia każdej grupy odbywają się raz w tygodniu i trwają 2,5 godz. Warsztaty prowadzone są o różnych porach dnia, także późnym wieczorem (od godz. 20 do 22.30), więc można się na nie wybrać po pracy. Najkrótszy kurs trwa około półtora miesiąca, ale większość kursantek zarażą się pasją i chodzi dłużej. W ofercie są też jednorazowe weekendowe warsztaty: dla początkujących z szycia konkretnych elementów odzieży lub rozwijające umiejętności dla tych, którzy z maszyną są już za pan brat.

 

– Przyszła do mnie kiedyś pani, która chciała uszyć suknię ślubną dla siebie. Była zupełnie zielona, szyła sukienkę chyba trzy miesiące, ale wyszło jej świetnie. Mieliśmy też niedawno prawnika, który sam uszył sobie marynarkę – mówi Jagoda Rymut. W Slow Fashion Cafe można zrealizować swoje krawieckie marzenia: od spódnic i bluzek, przez bieliznę, po ubranka dla dzieci. Wszystko w duchu slow fashion, bo instruktorki podkreślają, że nie każą kursantkom podążać za trendami. Najważniejsze jest to, by sama szyjąca dobrze czuła się w tym, co przygotuje. Wiele osób na warsztatach przygody nie kończy, niektóre zakładają własną działalność w branży lub poszerzają wiedzę w szkole projektowania ubrań.

 

Ściany Slow Fashion Cafe obwieszone są fotografiami modowymi. – To nasze kursantki w strojach, które same sobie uszyły. Raz w roku organizujemy profesjonalną sesją zdjęciową z fotografem, makijażystką, stylistką i fryzjerką. Efekty warsztatów może więc zobaczyć każdy, kto tu wejdzie. Ale ludzie efekty widzą także dzięki naszym kursantkom, które we własnych ubraniach idą na spotkanie z koleżankami czy do biura – mówi Eliza Łopata, instruktorka Slow Fashion Cafe.

 

zdjęcie: Slow Fashion Cafe



Dagmara Marcinek







Zapisz się do naszego newslettera




©2015 What's Up Magazine - wszelkie prawa zastrzeżone

What's Up?

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco.