Wyżej widać więcej

13 tysięcy procent wzrostu? Tysiąckrotny wzrost przychodów? Brzmi szaleńczo. Takimi wynikami spółki technologiczne Codewise, Miquido i SALESmanago niszczą światowych konkurentów w prestiżowych rankingach. Co jeszcze je łączy? To hybrydy korporacji w globalnej skali i nowocześnie zarządzanych start-upów. I wszystkie nadają z Krakowa.

Dżungla. Wysokie pnie egzotycznych drzew, kopuła z ciężkich liści, nastrój jak w egzotycznej katedrze. Tu odpoczywasz po kolejnym secie wymagającej ciągłego skupienia pracy. Chillout room Codewise. Zajmują dwa piętra nowoczesnego budynku ze szlachetnej cegły z widokiem na nieczynny komin dawnego browaru. A może masz ochotę pobębnić lub pobrzdąkać na instrumentach? Obok siłowni za szklaną taflą wyciszony pokój do gry: gitara, bas, zestaw perkusyjny, didżejski mikser. Kilka pomieszczeń do niedawna w proszku.

 

Nie dziwi to u gracza w światowym wyścigu technologii, który właśnie zanotował 130-krotny wzrost przychodów przez ostatnie cztery lata. Rozepchać się łokciami w tym biznesie nie jest łatwo, niełatwo też zapanować nad gwałtownie rosnącym zapotrzebowaniem: na przestrzeń, na specjalistów, na wynik. Nic dziwnego, że szef, Robert Gryn, pracuje na stojąco. Codewise rośnie w oczach, a – jak przeczytasz w każdym podręczniku do biznesu – wyżej widać więcej...

 

Codewise w Browarze Lubicz. Miquido nieopodal Tauron Areny. SALESmanago przy Grzegórzeckiej. Znacie te miejscówki? Na pewno. A jesteście świadomi, czym zajmują się te firmy? Z tym może być problem. Spieszymy z pomocą: Codewise to bijące rekordy popularności nowoczesne narzędzia do e-marketingu (m.in. Zero Park i Voluum), Miquido to już uznany gracz w branży aplikacji (m.in. produkty mobilne dla Skyscanner, Nestle, TUI, HelloFresh, Play, Aviva), a SALESmanago to jeden ze światowych liderów w działce marketing automation.

 

 

Jeszcze rok temu słyszeli o nich raczej zorientowani w technologicznym światku pasjonaci i przeglądający na bieżąco multum ofert pracy programiści. W 2017 r. to jedne z najbardziej podziwianych technologicznych spółek w naszej strefie czasowej: w Europie, na Bliskim Wschodzie i Afryce. Błyskawiczne wzrosty, samogenerujący się PR, wzbudzające ekscytację analityków branży biznesowe posunięcia. A przede wszystkim start-upowa świeżość, jaką podglądają u nich klasyczne korporacje, zmiksowana z sprawnym zarządzaniem właściwym dla dobrze radzących sobie na rynku brandów. I wreszcie Kraków, a co za tym idzie – Polska, dzięki nim na ustach wszystkich. Wszystkie powyższe spółki związały swe losy z Krakowem i mimo kolejnych pokus (również inwestorskich) ani myślą stąd się desantować.

Grać, gnać, grzać technologią

Skąd tak wielkie zainteresowanie aplikacjami Miquido, platformami marketing automation SALESmanago czy e-marketingiem Codewise? Żeby wiedzieć, co w technologicznej trawce piszczy, trzeba to jakoś zanalizować i policzyć. Jednym z najbardziej prestiżowych raportów mierzących nośność technologicznych firm, brandów, technologii, pomysłów na najbliższe lata są rankingi uznanej firmy Deloitte „Technology Fast 500”. Co roku analitycy Deloitte publikują te zestawienia, dzieląc największe z nich na trzy obszary kuli ziemskiej: Amerykę Północną, Azję z krajami Pacyfiku oraz region EMEA.

 

Ten ostatni, z racji krakowskiego kontekstu naszego artykułu, interesuje nas najbardziej. To przyjrzenie się z bliska EMEA – zasobnej w fundusze Europie Zachodniej, bogatej w pomysły Europie Środkowo-Wschodniej, zawsze mocnemu – głównie dzięki dotowanym milionami izraelskim start-upom – Bliskiemu Wschodowi oraz coraz prężniejszej inwestycyjnie Afryce. Z „Technology Fast 500 EMEA” Deloitte wyodrębnia mniejsze zestawienie skupione tylko na Europie Centralnej – „Technology Fast 50”. W obu rankingach, na podstawie realnych danych inwestorskich, Deloitte zestawia gwałtownie rozwijające się innowacyjne spółki i szereguje je na podstawie tempa wzrostu osiąganych przychodów od 2012 do połowy 2016 r. A nasi bohaterowie: Grzegorz Błażewicz i Konrad Pawlus z SALESmanago, Radosław Holewa, Krzysztof Kogutkiewicz i Krzysztof Biga z Miquido oraz Robert Gryn z Codewise mają się czym pochwalić.

 

Późną jesienią 2016 r. jest już jasne, że w obu rankingach wspomniane spółki z Krakowa robią istną furorę. Po latach nieobecności polskich marek na czołowych miejscach Codewise miażdży system, lokując się na pozycji lidera w wyścigu o laur najszybciej rosnącej spółki Europy Środkowej i trzecim miejscu w regionie EMEA. Tak dobry wynik zawdzięcza spektakularnemu wzrostowi przychodów aż o kosmiczne 13 052 proc. W skali trzech kontynentów lepsze okazały się tylko tureckie Bilgikent Bilişim A.Ş (innowacyjne systemy IT – 16 015 proc. wzrostu) oraz działające w obszarze technologii biometrycznych do skanowania odcisków palców Fingerprint Cards ze Szwecji (rozbili bank bezkonkurencyjnym wynikiem 28 1260 proc.).

 

Znakomicie w rankingach za 2016 r. wypadły też dwie pozostałe krakowskie gwiazdy: Miquido osiągnęło 1214 proc. wzrostu przychodów a SALESmanago – aż 976 proc. – Takie rankingi dają nam impuls do dalszej pracy – słyszymy od przedstawicieli każdej ze spółek, choć w rozmowie z „What’s Up Magazine” wszyscy zdają sobie sprawę z konieczności dalszych starań o coraz większą rozpoznawalność swych marek. Młode to brandy – żaden nie powstał przed 2011 r.

Nie bądź korporacyjnym niewolnikiem

Październik 2016. Na widocznej z wielu punktów Krakowa fasadzie nieczynnego hotelu Forum przy ul. Konopnickiej zawisa ogromna płachta reklamowa z hasłem: „Don’t be a corporate slave”, wizerunek młodego mężczyzny i logo Codewise. To Robert Gryn, CEO firmy, a reklama odsyła do internetowej strony z ofertami rekrutacji.

 

O co chodziło? – pytam Tomasza Kaczanowskiego, COO Codewise. – To autorski pomysł Roberta. Spójny z tym, jak działamy i z jego wizją firmy: nie boimy się dużych wyzwań w produktach, robimy to, o czym nasza konkurencja nawet nie myśli. Podobnie z banerem – to dla nas dość naturalne: zrobić coś dużego, odważnego i ekscytującego. Wykorzystaliśmy miejsce na hotelu Forum, by zwrócić uwagę, że istnieje życie poza korporacjami (których wiele w Krakowie), że można pracować w innej kulturze i atmosferze.

 

Codewise ma się też czym pochwalić. – Jesteśmy najszybciej rosnącą firmą nie tylko w Polsce, ale i w Europie Środkowej. Dzięki obecności na banerze staliśmy się o wiele bardziej rozpoznawalni i łatwiej nam pozyskać ludzi, którzy utożsamiają się z niekorporacyjnym podejściem. Wypaliło – ocenia Tomasz Kaczanowski. Aktualnie w Codewise pracuje ponad 110 osób. Głównie programistów, ale też coraz więcej specjalistów od marketingu, sprzedaży czy account managerów. Firma skupia się aktualnie na rozwijaniu i utrzymaniu dotychczasowych produktów, które odniosły już spory sukces.

 

Codewise powstało pięć lat temu. – Z początku specjalizowaliśmy się głównie w tzw. marketingu afiliacyjnym, czyli – mówiąc w skrócie – rozmaitych mechanizmach rozliczania reklam internetowych.
Popularyzowaliśmy nasze usługi między tymi, którzy udostępniają przestrzeń w sieci pod reklamę, a tymi, którzy chcą udostępnić tam reklamę. W tym biznesie liczy się czas rzeczywisty i pieniądze. Klienci, by móc szybko podejmować decyzje w sprawie swoich kampanii reklamowych, muszą mieć możliwość śledzenia ich efektywności w czasie rzeczywistym. I nasze produkty to właśnie im umożliwiają – mówi Tomasz Kaczanowski.

 

Co prawda firm, które zajmują się liczeniem ruchu i aktywności reklam w sieci jest w świecie sporo, ale Codewise wygrywa ten wyścig. – Owszem, wiele firm jakoś to liczy, ale my liczymy lepiej, szybciej, sprawniej i zazwyczaj taniej – mówi Kaczanowski.

Hit menedżerowie

Sztandarowych produktów Codewise ma już trochę. Najbardziej kojarzony jest jest Zeropark, czyli system przekierowujący mylnie wpisane adresy w kierunku ofertowych stron klientów. – Generalnie
to system wymiany banerów, z tym że za pomocą Zeropark my w Codewise wymieniamy całe strony. Kiedy źle wpiszesz adres i trafiasz na Zeropark, on dostaje twój szczątkowy profil i jeśli ktoś u nas zarejestrował pakiet usług, odwiedzający zostaje błyskawicznie przekierowany. To wbrew pozorom ogromny i bardzo perspektywiczny rynek; urywając cząstkę światowego ruchu mylnych adresów, można zarabiać – opowiada Tomasz Kaczanowski.

 

Kolejne produkty to Voluum TRK i Voluum DSP. Ten pierwszy pomaga monitorować kampanie reklamowe pod kątem kliknięć i konwersji. Voluum DSP jest produktem skierowanym zarówno do dużych agencji marketingowych, jak i marketerów afiliacyjnych. Dzięki niemu można w prosty sposób tworzyć kampanie internetowe (banery i native) w modelu Real Time Bidding (podobnym do kupowania akcji na giełdzie w czasie rzeczywistym). 

 

13 tys. procent wzrostu? – Taki sukces kojarzy się raczej z wygraną w totka, ale jeśli sukcesywnie przez kilka lat osiągamy świetne wyniki, to najwyraźniej nie jest to przypadek. Rok temu już byliśmy wysoko jako „wschodzące gwiazdy”, w najnowszym rankingu rozbiliśmy bank. To efekt ciężkiej pracy i ciągłej ochoty na rozwój – przekonuje Kaczanowski.

 

Co ważne, Codewise od początku nie ma żadnego inwestora zewnętrznego. Wszystko pozostaje w ręku jednego właściciela – Roberta Gryna. Dzięki temu firma sama jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Codewise przekonuje mnie też, że nie są już start-upowi, ale daleko im też do korporacji. – Nie budujemy niepotrzebnych piramid stanowiskowych ani zawiłych hierarchii. Codewise to gra zespołowa, ważne, żeby chciało ci się przychodzić do pracy i tworzyć zupełnie nowe w świecie rozwiązania. Dbamy o pracowników. Dlatego mamy tak rozbudowaną część socjalną biura, a na dwóch piętrach Browaru Lubicz sadzamy przy biurkach 60 osób na piętrze, a nie 150 – wylicza Kaczanowski, z którym rozmawiam w stylizowanym na tropikalną dżunglę chillout roomie firmy.

 

Jaką przyszłość widzi przed sobą Codewise? Udoskonalanie i rozwój dotychczasowej oferty i wzmocnienie jej na odcinku mobile. Ruch w kierunku mobilnych urządzeń jest zauważalny i firma zamierza na to postawić. Kariera? – Na pewno dość trudno się do nas dostać, ale pierwszeństwo mają ludzie z pasją. Kandydaci na programistów obowiązkowo przechodzą praktyczne interview z programowania. Generalnie strategia firmy brzmi: zatrudniać lepszych od siebie.

 

Aplikuj do aplikacji

Czas na Miquido. Spotykamy się z nimi w niewielkiej siedzibie przy ul. Ostatniej, nieopodal Tauron Areny. – Jest ciasno, ale to typowe dla rozwijających się firm. My wciąż się rozwijamy, więc wkrótce przeprowadzamy się do większego i bardziej reprezentacyjnego biura. Siadajcie – zachęca Radosław Holewa, wiceprezes zarządu Miquido.

 

Przedstawmy Miquido. To uznany już w branży designer i developer studio aplikacji mobilnych Software house, który od kilku lat odnosi sukcesy na całym świecie. Oficjalnie tytułują się mobile apps design & development company, choć jeszcze dwa lata temu używali skromnego terminu „studio”. – Ludzkość idzie w kierunku mobile, a my w tym się specjalizujemy. Wyczuliśmy trend i konsekwentnie kroczymy tą ścieżką – podkreśla Radosław Holewa.

 

Miquido tworzy aplikacje, m.in. korporacyjne, dla dużych firm, jak Skyscanner, TUI, Nestle, Play, Imagination Technologies, ale też odnoszących sukcesy start-upów: HelloFresh, Picniic czy Vheda Health. Gdy powstali, nie zakładali światowej ekspansji. Ot, trzej założyciele chcieli coś zrobić w temacie „mobile”, a niekoniecznie mieli gdzie: – Wraz z Krzysztofem Kogutkiewiczem (CEO) i Krzysztofem Bigą (COO) poznaliśmy się w jednej firmie IT, gdzie mimo naszych pasji w kierunku technologii mobile nie dane nam było rozwinąć swych zainteresowań. Po kilku latach i zdobyciu portfolio znanych klientów Miquido działa już globalnie.

 

– Nie planowaliśmy aż takiego sukcesu. Ale teraz możemy śmiało powiedzieć, że jesteśmy w top trzech firm mobile w kraju z czysto polskim kapitałem. Naszymi konkurentami są firmy z mocnego rynku azjatyckiego, Europy Wschodniej oraz kilka bardzo znanych agencji z USA i UK. 80 proc. naszych klientów to zagranica. Ale w Polsce to my rośniemy najszybciej i gdyby nie fakt, że zgłosiliśmy nasz akces do rankingu Deloitte o rok za późno, teraz i my moglibyśmy pochwalić się wynikiem 13 tys. procent wzrostu. Ale wszystko budowaliśmy od zera. Byliśmy programistami, a przejście do zarządzania firmą to jednak duży skok. Cały czas się uczymy – ocenia Radosław Holewa. – Ostatnio nawiązaliśmy współpracę z chyba najbardziej znanym studiem nagrań w Wielkiej Brytanii – zdradza w rozmowie z „What’s Up Magazine”. Oprócz tego firma czasem podejmuje się zleceń w obszarze gier mobilnych, także dla dzieci.

Miquidowe konfy

Sztandarowym działaniem marketingowym Miquiodo jest coroczna konferencja Mobiconf w Krakowie. Ostatnia odbyła się 6–7 października w salach Multikina. – Brakowało na rynku wydarzenia integrującego środowisko. Chcieliśmy, aby w mieście, gdzie działamy, spotykali się co roku ludzie, którzy wiedzą lub chcą wiedzieć, jak tworzyć najlepsze aplikacje mobilne i budować szeroko rozumiane community. Co roku przyjeżdża coraz więcej uczestników, którzy spotykają się z zaproszonymi przez nas uznanymi prelegentami, m.in. z Facebooka, Spotify, Soundcloud czy Microsoftu. Ci ludzie mają za sobą świetne doświadczenie, a my się od nich uczymy – relacjonuje Agnieszka Gawron, marketing communications specialist Miquido.

 

Na Mobiconf ważne są ścieżki tematyczne skupione głownie na iOS oraz Android, w mniejszym stopniu już Windows Phone. Designer może poznać kodowanie, a programista zapoznać się z zagadnieniami designu. – Najważniejszy jest przepływ informacji – podkreśla Agnieszka Gawron. A jakie są najnowsze trendy w mobile? – Kiedyś była to miniaturyzacja urządzeń, a teraz trend
na coraz większe ekrany. Podobnie jest z aplikacjami. Wiele jest niepotrzebnych, zaśmiecają tylko sklepy. Jeśli aplikacja ma być na czasie, to użytkownik musi widzieć, że ciągle się nad nią pracuje,
wprowadza innowacje, udoskonala – mówi Paweł Zieliński, marketing communications manager Miquido.

 

Podaje przykład aplikacji do zarządzania sprzedażą w terenie: firma, która miała problem z sprzedawcami, zmusiła pracowników do pisania raportów w specjalnej aplikacji maksymalnie 2 km od miejsca spotkania. – Odpadł problem skrobanych na kolanie raportów na koniec dnia pracy, a coś takiego jak aplikacja objęło kolejny obszar codziennego życia – podkreśla Zieliński. Aplikacje pomagają nam w odczytywaniu danych o zanieczyszczeniu powietrza, szukamy za ich pomocą wycieczek w TUI, kupujemy gotowe półprodukty do przepisów z HelloFresh. Jeśli aplikacja trafia w naturalne środowisko, wtedy ma szansę na sukces – dodaje.

 

Aktualnie w Miquido pracuje prawie 80 osób. Średnia wieku to 28 lat. Głównie programiści iOS, Android, ale też technologii php, Java, testerzy oprogramowania, graficy, specjaliści HR i marketingu oraz project managerowie. – Nie mamy bardzo sztywnych procedur czy struktur, ale nie jesteśmy też już start-upem. Myślę, że udało nam się stworzyć zdrowy balans pomiędzy zarządzaniem tak dużym zespołem, zwinnością biznesową a poczuciem braku korporacyjnej sztywności procesów i procedur. To duża zaleta w walce o znakomitych ludzi, których mamy na pokładzie i takich, których planujemy zatrudnić. Planujemy powiększyć zespół do 100 osób w 2017 r. – podkreśla Radosław Holewa.

 

7000 klientów

976-procentowy wzrost Grzegorz Błażewicz, prezes zarządu i założyciel SALESmanago, komentuje krótko. – Od pięciu lat taki wzrost, to się staje już trochę nudne. Ale jak mawiał Winston Churchill, „no news is good news”. Na tę nudę ciężko pracuje ekipa prawie 300 osób. Życie przedsiębiorcy jest dla mnie niekończącym się pasmem problemów i porażek. Takie rankingi to łyżka miodu w beczce dziegciu – śmieje się. I od razu dodaje, że nie nakręcają go nagrody i wyróżnienia, tylko możliwość uczestnictwa w bardzo poważnej konkurencji o bardzo wysoką stawkę, w której uczestniczą najlepsi na świecie.

 

O SALESmanago pisaliśmy już w „What’s Up Magazine”, publikując rozmowę z duetem Błażewicz-Pawlus w kwietniu 2016 r. Najwyraźniej wyczuliśmy pismo nosem, bo w ciągu kolejnych miesięcy krakowska spółka wywindowała się na absolutny top w dziedzinie marketing automation, ucierając nosa amerykańskim konkurentom. W Krakowie firma czuje się jak ryba w wodzie, zajmując większość biurowego budynku przy ul. Grzegórzeckiej. Wewnątrz – ni to start-upowo, ni to korporacyjnie. Pracować można gdzie się chce, do dyspozycji są biurka, pufy, leżaki, a w firmowej kuchni - keg z piwem.

 

Czym jest innowacyjny produkt SALESmanago, którego raz kliknięte reklamowe banery nie dadzą ci spokoju na ekranie smartfona, tabletu, komputera? – To produkt, który pozwala monitorować aktywność twoich kontaktów na stronach www i budować twoje profile behawioralne na tej podstawie. Stosując różne mechanizmy i algorytmy, SALESmanago przekazuje komunikację marketingową pod wskazane miejsce i we wskazanej porze. Z dużą pewnością system może stwierdzić, gdzie teraz jesteś, co robisz i czy właśnie teraz sprawdzasz pocztę, na którą wysyłane są konkretne reklamy – tłumaczy Konrad Pawlus.

 

Na całym świecie z SALESmanago korzysta już blisko 7000 firm z branż eCommerce, B2C i B2B z ponad 45 krajów, m.in. globalny Oriflame, największe hiszpańskie firmy: Telefonica i Endesa, a w Polsce m.in. Amrest – skupiający takie marki jak KFC, Pizza Hut czy Starbucks. Aktualnie w krakowskiej siedzibie pracuje 250 osób, firma ma też oddziały w Warszawie, Londynie, Bangalore, Bukareszcie, Budapeszcie, Madrycie i najnowszy w Berlinie. Pawlus z Błażewiczem nie ukrywają, że mają ambicję tworzyć najlepszy produkt w tej kategorii na świecie.

 

Ponad połowa z przychodów SALESmanago realizowana jest na rynkach zagranicznych. – Chcemy, aby w przyszłym roku nasze przychody osiągnęły poziom ok 50–60 mln zł. Równolegle pracujemy nad kolejną rundą finansowania, co może znacząco zmienić perspektywę dla dalszego rozwoju spółki – ocenia Błażewicz. Raport Deloitte to niejedyne wyróżnienie dla firmy. W globalnym rankingu systemów klasy marketing automation GetApp firmy Gartner, SALESmanago plasuje się na trzecim miejscu, wyprzedzając takie globalne systemy, jak Marketo czy Pardot. – Bardzo mnie pociąga konkurowanie i rywalizacja. Patrząc na nasz lokalny, krakowski potencjał ludzki, sądzę że, powinniśmy mieć w tym rankingu 20 polskich spółek z Krakowa. Niestety, masa utalentowanych ludzi z braku możliwości wybiera centra outsourcingowe – nie kryje irytacji Błażewicz.

Chipsy z owadów

Czy w rankingu za 2017 r. znów krakowskie spółki osiągną tak wielki sukces? Raczej nie, bowiem ich skumulowane wzrosty znów musiałyby zaszokować. Czas na inne polskie brandy, może HiProMine, uznaną za jedną z najbardziej obiecujących firm, która swą siedzibę ma w – nomen omen – Robakowie pod Poznaniem. HiProMine prowadzi dość nieoczekiwany biznes na komercyjną skalę: odzyskuje proteiny z... owadów i robaków.

 

Wyniki są tak obiecujące, że wśród inwestorów znaleźli się nawet inwestorzy z funduszu należącego do Uber, nazywając HiProMine „wielką szansą na przyszłość”. Z kim konkurować będziemy w najbliższej przyszłości? Na pewno z firmami z Chin, które zdominowały azjatycką część rankingu Deloitte, oraz zaskakującymi pomysłami na biznes z USA, wśród których prym wiedzie Lootcrate. Mówiąc w skrócie, to comiesięczny abonament na wysyłane paczki-niespodzianki z gadżetami dla geeków, na których punkcie oszalał cały świat. I choć logistyka wysyłki Lootcrate nie kojarzy się pozornie z technologią, w rankingu Deloitte firma zanotowała aż 66 000 proc. wzrostu. Jest moc.

 


Rafał Romanowski







Zapisz się do naszego newslettera




©2015 What's Up Magazine - wszelkie prawa zastrzeżone

What's Up?

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco.