TurboTłumaczenia - TurboStartUp

7 milionów przetłumaczonych słów w 14 kombinacjach językowych. 155 tłumaczy w 12 krajach, którzy zarobili już w sumie ponad 700 tysięcy złotych. Każdy z nich pracuje, kiedy chce i skąd chce, a mimo to klient na podjęcie zlecenia przez tłumacza czeka średnio zaledwie 4 minuty i 33 sekundy.

Ile razy potrzebowałeś szybkiego przekładu tekstu w innym języku, ale najpierw traciłeś godziny na obdzwanianiu tzw. tłumaczy 24h z wyszukiwarki Google? Ile razy twój stały wykonawca, obłożony zleceniami, nie miał akurat czasu? Na te i inne problemy trafili twórcy TurboTłumaczeń, gdy zakładając swój wcześniejszy startup zauważyli, że pisanie po angielsku zajmuje im trzy razy więcej czasu niż w języku polskim. Szukali profesjonalistów, którzy będą reagować szybko i sprawnie. Nie znaleźli takiego rozwiązania, więc stworzyli własne – prosty system do błyskawicznego zlecania tłumaczeń freelancerom przez Internet.

 

– Szybko okazało się, że znajome firmy mają podobne potrzeby i takie narzędzie ma potencjał na bycie czymś więcej niż wewnętrznym projektem. Wtedy chłopaki (Michał Opydo i Paweł Nowak, twórcy PressPad – przyp. red.) postanowili zrobić z tego startup i przekazać go trójce ludzi, którzy zadbają o rozwój tegoż projektu – mówi Anna Ryś, „rządząca” teraz firmą wraz z Robertem Siemińskim i Grzegorzem Miklaszewskim.

Serwis trafił niewątpliwie we właściwe ręce, bo w 2014 roku został uznany przez Aulę Polską za jeden z trzech najbardziej obiecujących startupów, zyskując statuetkę Aulera. W firmę zainwestował także fundusz Innovation Nest, a obecnie zespół przygotowuje się do finansowania z kolejnego źródła.

 

Platforma TurboTłumaczenia rozrasta się w turbo tempie. Pozwala tłumaczyć nie tylko w języku angielskim, ale i niemieckim, francuskim, hiszpańskim, włoskim, rosyjskim oraz czeskim. Wkrótce do oferty mają dołączyć nowe pary językowe, m.in. języki skandynawskie czy niderlandzki. Firma uruchomiła także oparty na tym samym systemie serwis TurboKorekty. W przyszłości chce zaistnieć na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, a w kolejnych latach także Europy Zachodniej.


– Dużo się dzieje i mam nadzieję, że niedługo TurboTłumaczenia będą pierwszym rozwiązaniem, o jakim ludzie pomyślą, kiedy tylko będą mieli potrzebę przetłumaczenia czegoś. Ambitny cel, ale myślę, że jak najbardziej osiągalny – zapowiada CEO firmy.

 

Nad konkurencyjnymi biurami tłumaczeń i freelancerami TurboTłumaczenia mają bowiem tę przewagę, że dostępni są naprawdę przez 24 godziny na dobę, każdego dnia, w weekendy i święta. Informacja o nowym zleceniu trafia do wielu tłumaczy jednocześnie, więc zawsze znajdzie się ktoś, kto gotowy jest natychmiast rozpocząć pracę nad tekstem. TurboTłumaczenia zapewniają także usługi najwyższej jakości, wnikliwe sprawdzając swoich pracowników. – Nasze testy wstępne przechodzi średnio (w zależności od pary językowej) około 10 proc. zgłaszających się tłumaczy. Później weryfikujemy ich pracę na bieżąco – najpierw przy mniejszych, a potem przy większych zleceniach dla klientów – wyjaśnia Ania.

 

TurboTłumaczenia swoją siedzibę w  Krakowie, bo cały zespół spędził tu większość życia. Poza tym doceniają wsparcie krakowskiej społeczności startupowej, szczególnie na początku prowadzenia biznesu. Zaznaczają także, że firmy odnoszące tutaj sukcesy przyciągają do „Smoczej Doliny” kolejnych inwestorów. Dla Anny jedynym minusem Stolicy Małopolski jest… smog. Ale ma nadzieję, że i tym zajmie się scena startupowa. Szczególnie, że w grudniu jej brat zorganizował Smogathon, czyli maraton programowania mający pomóc w walce z tym zjawiskiem.



Dagmara Marcinek







Zapisz się do naszego newslettera




©2015 What's Up Magazine - wszelkie prawa zastrzeżone

What's Up?

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco.