Gdzie święta pachną struclą

Drezdeńskie piekarnie zaczynają pachnieć bakaliami i masłem już pod koniec września. To wtedy rozpoczyna się wypiek tradycyjnej strucli, której najlepiej spróbować podczas Jarmarku Bożonarodzeniowego w Dreźnie.

Spora porcja ciasta drożdżowego odpoczywa już od godziny. Zaraz dodane zostanie do niego masło, migdały, skórka pomarańczowa i cytrynowa oraz nasączone rumem rodzynki. Ale nie miejcie przed oczyma proporcji jak w babce drożdżowej. To ciasto jest zupełnie inne: na 10 kg mąki przypadnie 7,5 kg rodzynek, 2 kg migdałów, 1,5 kg skórki cytrusowej i, bagatela, 5 kg masła. Piekarze przystępują do dzieła. Przygotowują ważące blisko 2 kg porcje i sprawnym ruchem zagniatają je w płaskie bochny. Strucla ląduje w piecu na prawie godzinę. Ciasto jest tak ciężkie od masła i bakalii, że niewiele rośnie. Gdy wystygnie, struclowy bochen pokrywany jest lukrem i posypywany sporą ilością cukru pudru.

– Ma symbolizować dzieciątko Jezus w pieluszkach – mówi Matthias Walther, który przejął po ojcu piekarnię zajmującą się wypiekiem strucli. W Dreźnie do jej wypieku uprawnionych jest 125 piekarzy (sztukę wypieku tego ciasta możecie zobaczyć w przyjmującej turystów piekarni Emila Reimanna). Wypiek Dresdner Christstollen trwa do około 10 grudnia. Przez kolejne dwa adwentowe tygodnie ciasto musi dojrzewać, najlepiej w temperaturze ok. 10 stopni. Drezdeńczycy nie wyobrażają już sobie świąt bez strucli.

– Co roku wysyłamy ją na cały świat, nasza strucla ląduje na świątecznych stołach w Australii i Tajlandii – chwali się Matthias. – Kupując struclę, należy pamiętać o jednym: aby rozpocząć słodkie obżarstwo, należy ciasto najpierw przeciąć na pół, wyciąć ze środka tyle kromek, ile mamy ochotę zjeść, a potem zsunąć ze sobą dwie połówki – dzięki temu ciasto nie będzie schło – tłumaczy piekarz.

Kilka ton strucli

Najlepiej jest kupić struclę na bożonarodzeniowym targu w Dreź- nie. Poświęcony jest jej jeden z jarmarkowych dni – w tym roku będzie to 9 grudnia. Tego dnia przed godz. 11 zostanie odsłonięta gigantyczna strucla, a następnie odbędzie się uroczysty pochód na rynek Striezelmarkt. Godzinę później rozpocznie się krojenie giganta za pomocą specjalnego, ważącego 12 kg noża. Porcję strucli będzie można kupić za 6 euro.

Ten świąteczny obyczaj powstał na pamiątkę ważącej 1,8 tony strucli, którą upieczono na defiladę wojskową w 1730 roku. Samą struclę je się tu jednak od czasów średniowiecznych. Na początku była wypiekiem postnym, składającym się jedynie z mąki, droż- dży i wody. Lubiący słodkości Saksończycy zwrócili się jednak do papieża Innocentego VIII z prośbą o zniesienie zakazu masła. Ojciec Święty przystał na prośbę wiernych w 1491 roku i od tego czasu święta w Dreźnie pachną zupełnie inaczej. Na drezdeńskim, organizowanym od 1434 roku jarmarku bożonarodzeniowym znajdziecie jednak nie tylko struclę, ale tradycyjne wyroby rzemiosła artystycznego z Drezna i okolic, jak piramidy, figurki do kadzidełek „Räuchermann”, ozdobne świeczniki „Schwipp-bogen”, wyroby garncarskie i herrnhuckie gwiazdy adwentowe. Poszukajcie też tradycyjnych pierniczków wypiekanych w saksońskim Pulsnitz (albo upieczcie je sami – przepis znajdziecie na naszej stronie internetowej).

Pamiątka w butelce i w porcelanie

Nie zapomnijcie oczywiście o saksońskim winie! W tym regionie winorośle uprawia się na około 500 ha, a 80 procent produkowanego tu wina to znakomite wina białe, przede wszystkim Müller-Thurgau, Riesling czy Weißburgunder. Jeżeli kochacie wino, koniecznie wybierzcie się na wycieczkę do Wackerbarth, gdzie dowiecie się więcej o winie i będziecie mogli spróbować go bezpośrednio u producenta. Podczas zakupów szukajcie na butelkach oznaczenia Qualitätswein (QbA), a na specjalne okazje Prädikatswein (QmP). Więcej dowiecie się na stronie winaniemieckie.pl. Jeżeli nie znajdziecie wymarzonego prezentu na jarmarku, nie pozostaje wam nic innego, jak wybrać się do nieodległej Miśni. Chociaż to opcja dla osób z grubszym portfelem, to przyjemność picia kawy lub herbaty z tak finezyjnego i produkowanego ręcznie naczynia jest warta uszczuplenia oszczędności. Polecam też zarezerwować wycieczkę, podczas której poznacie tajniki produkcji tej delikatnej porcelany oraz wykład o kawie, herbacie i kakao, oczywiście połączony z degustacją z pięknych filiżanek. A na marginesie – z Saksonii pochodzi Melitta Benz, która wykorzystała szkolną bibułę swojego syna jako pierwszy filtr do zaparzania kawy.

Czas na zwiedzanie

Zakupy skończone? Wracamy do Drezna i oddajemy się zupełnie innym przyjemnościom. Miasto ma kapitalną ofertę dla miłośników sztuki. Państwowe Zbiory Sztuki w Dreźnie (skd.museum) to jedno z najsłynniejszych muzeów na świecie. Czeka na was kilkanaście muzeów, w tym znajdujący się w Residenzschloss Historyczny Skarbiec Zielone Sklepienie (koniecznie zarezerwujcie wcześniej wizytę, płaci się za nią osobno) i Nowe Zielone Sklepienie, czyli bogatą kolekcję przedmiotów użytku codziennego z dworów królewskich Europy oraz świetnie zachowane pamiątki Imperium Osmańskiego w Komnacie Tureckiej czy zbroje z różnych okresów historycznych. Spokojne zwiedzanie zajmie wam kilka godzin, naprawdę warto jest wypożyczyć audio przewodnik, bo historia niektórych eksponatów jest fascynująca. Nie zapomnijcie zaplanować wizyty w Galerii Obrazów Dawnych i Nowych Mistrzów i w Albertinum. Z dziećmi warto odwiedzić Muzeum Transportu i Komunikacji oraz Techniczne Zbiory Miasta Drezna lub wybrać się do ogrodu zoologicznego. Wybrać spośród muzealnej oferty pomoże wam strona dresden.de.

Wieczorem możecie wybrać się do jednej z licznych knajpek mieszczących się w artystowskiej dzielnicy Neustadt, a także odwiedzić małe sklepiki, galerie i antykwariaty. Jeżeli tu będziecie, zerknijcie w podwórka Kunsthofpassage między Alaun Straße i Görlitzer Straße i rozglądajcie się uważnie. Nic więcej nie powiem! Miłośnicy sera i musztard powinni zboczyć nieco z głównego szlaku i zobaczyć Pfunds Molkerei, imponują- co wyposażony sklep z nabiałem oraz znajdujący się obok sklep z kilkudziesięcioma rodzajami musztard (jestem fanką figowej i imbirowej).

Oferta Drezna – i Saksonii – oczywiście na tym się nie kończy. Przed wami świetne ścieżki rowerowe, piwa (może niekoniecznie razem), spacery po pięknie zachowanych miasteczkach. Może oprócz grudniowej wycieczki wybierzecie się tam na wakacje?

Magda Wójcik

Oprócz tego, że co miesiąc redaguje What’s Up Magazine, organizuje Najedzeni Fest!, krakowską edycję Restaurant Week, warsztaty kulinarne oraz inne okołokuchenne projekty. Pisze o jedzeniu, m.in. dla Magazynu Kuchnia, gdzie opisuje małych producentów. Gości też na łamach Smaku i Werandy. Skończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez dekadę pracowała w Gazecie Wyborczej. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *