Dymki, plansze, kadry i albumy

W historii komiksu w Krakowie są lata tłuste i lata chude, są wielkie nazwiska polskiej kultury i aspiracje młodych twórców. Jest wreszcie kreatywne środowisko miłośników obrazkowych historii, ciekawe imprezy i plany na przyszłość. Sprawdzamy, co słychać w krakowskim komiksie.

Zaczyna się raczej z dala od Krakowa i jeszcze w czasach zaborów, bowiem komiks swoją historię rozpoczyna w dziewiętnastowiecznej grafice gazetowej i publikowanych w prasie rysunkowych opowiastkach satyrycznych. W dwudziestoleciu międzywojennym krótkie historyjki obrazkowe, często z dołączonym tekstem, są już powszechne w całej Polsce. Pierwszy komiksowy bohater – bezrobotny Froncek ze śląskiego dziennika „Siedem Groszy” – staje się w latach 30. także pierwszą ikoną popkultury, usuniętą dopiero przez aparat władzy PRL-u. Najważniejsi powojenni autorzy komiksów – Papcio Chmiel, Szarlota Pawel, Tadeusz Baranowski czy Janusz Christa – także nie są związani z Krakowem.

Dawno i niedawno

Stolica Małopolski nie była jednak komiksową pustynią. Historia obrazkowych opowieści zaczyna się bodaj od Jana Marcina Szancera – ilustratora, autora bajek, felietonów i scenariuszy, scenografa i reżysera – jednak jego twórczość można uznać raczej za protokomiksową.

Jeden z najsłynniejszych pasków komiksowych o tutejszym rodowodzie to profesor Filutek oraz jego pies Filuś, powołani do życia przez Zbigniewa Lengrena w 1948 roku w krakowskim tygodniku „Przekrój”. Satyryczna seria liczy sobie ponad dwa i pół tysiąca odcinków, ukazujących się (włącznie z przedrukami) do 2003 roku. Dziś przekształcony w kwartalnik „Przekrój” odświeża „Filutki” nie tylko na papierze, ale nadając im multimedialny wymiar.

Innym krakowskim twórcą komiksów, o którym nie można zapomnieć, jest Sławomir Mrożek. Mało kto wie, że autor „Tanga” rozpoczynał właśnie od publikowanych w „Przekroju”krótkich form rysunkowych. Jego satyryczny cykl „Polska w obrazach” piętnuje i wyśmiewa narodowe stereotypy, stając się na swój sposób zapowiedzią późniejszej twórczości literackiej.

We wczesnych latach 90. XX wieku pojawia się Grupa Ładnie (studenci krakowskiej ASP, m.in. Marcin Maciejowski, Rafał Bujnowski, Wilhelm Sasnal), której członkowie publikują komiksy m.in. w „Słynnym Piśmie we Wtorek”. Sasnal wydaje komiks „Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001” – historię dwóch lat z życia artysty od ukończenia studiów, przez bezskuteczne poszukiwanie pracy, aż po narodziny syna i wyprowadzkę z Krakowa. Liczący sto siedemdziesiąt stron album szybko staje się białym krukiem komiksowego rynku.

Przełom wieków to czas działalności Krakowskiego Klubu Komiksu oraz jego magazynu „KKK”, wydawanego w latach 1996-2004. Na łamach dwudziestu czterech numerów pisma pojawiali się m.in. Andrzej Mleczko, Jerzy Skarżyński, Wojciech Birek czy Bartosz i Tomasz Minkiewiczowie (twórcy serii „Wilq Superbohater”).

Teraz

Moim przewodnikiem po krakowskim komiksie jest Artur Wabik, w świecie rysunkowych historii człowiek orkiestra: artysta sztuk wizualnych, członek Krakowskiego Stowarzyszenia Komiksowego, kurator wystaw i animator działań w świecie komiksowym (i nie tylko). Spotykamy się w Artetece Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, nieformalnej siedzibie KSK, gdzie mieści się Małopolskie Studio Komiksu.

– To kolekcja czterech tysięcy albumów: nie tylko po polsku, ale także po angielsku, niemiecku, włosku czy holendersku, które są cały czas w ruchu – zapewnia Artur Wabik. – Trzon oferty komiksowej jest skierowany do dorosłych, ale przekrój wiekowy czytelników jest bardzo szeroki, bo przy takiej ilości woluminów każdy znajdzie coś dla siebie.

Arteteka to także miejsce comiesięcznych otwartych spotkań organizowanych przez Stowarzyszenie, na których pojawiają się twórcy komiksów, ich wydawcy i scenarzyści, dziennikarze, krytycy czy naukowcy – a także, rzecz jasna, wielu miłośników obrazkowych historii. – Na początku widywaliśmy się co tydzień, ale po ponad stu takich spotkaniach zdecydowaliśmy się zmniejszyć ich częstotliwość, żeby nie przesycić się komiksową tematyką – opowiada Artur Wabik.

Animowanie środowiska fanów i twórców komiksów w KSK to nie tylko comiesięczne spotkania, ale także – a może w pierwszej kolejności – dwie duże imprezy komiksowe. Pierwszą z nich jest Krakowski Festiwal Komiksu, organizowany co roku w ostatni weekend marca – to największa impreza tego typu w Krakowie, na którym pojawia się ponad tysiąc dwieście osób, w tym także goście z zagranicy. W tym roku w Artetece pojawili się m.in. belgijski artysta Bédu (twórca znanej serii o Hugo) czy Søren Mosdal (autor komiksu „Eryk Rudy. Opowieść zimowa”). Festiwal to także możliwość konsultacji portfolio dla młodych artystów, projekcje filmów animowanych opartych na komiksach, bitwy komiksowe czy warsztaty dla młodszych i starszych adeptów obrazkowych historii. Po sześciu edycjach KFK wpisał się na stałe w cykl imprez komiksowych w Polsce, przyciągając coraz więcej uczestników z całego kraju.

Druga impreza to Salon Komiksu, towarzyszący Międzynarodowym Targom Książki w Krakowie – sekcja tematyczna poświęcona komiksowi, którą opiekuje się m.in. Stowarzyszenie przy współudziale twórców gromadzących się wokół zinu komiksowego „Mydło”, wydawanego w Krakowie w galerii Łazienka (bo gdzieżby indziej).

Środowisko komiksowe nie obyłoby się bez twórców i autorów. Wśród nich Rafał Szłapa, z wykształcenia malarz, znany chociażby z serii komiksowej „Bler” o krakowskim superbohaterze, który na tutejszych ulicach i placach ratuje zwykłych ludzi z opresji (intryga jest znacznie bardziej skomplikowana, ale trzeba ją poznać samemu). W klasycznym malarstwie korzenie ma także Joanna Karpowicz (m.in. „Szminka”, „Wujek Franz”, „Pocztówki z Białegostoku” czy cykl obrazów z egipskim Anubisem). Do młodszych twórców z mocnym fundamentem akademickim zalicza się Jakub Woynarowski z Pracowni Obrazowania Cyfrowego ASP w Krakowie, działający na skrzyżowaniu rysunku i literatury, zajmujący się badaniem narracji wizualnej na przecięciu gatunków. To laureat grand prix 18. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi (2007), wygranego komiksem o wysokich aspiracjach artystycznych – pozbawionym dymków i bohaterów, zmierzającym raczej w kierunku sztuki nowoczesnej niż takiego komiksu, jaki znamy z Marvela czy DC.

W przyszłości

W najbliższej: w połowie marca komiks zawita do Gmachu Głównego Muzeum Narodowego, gdzie w ramach wystawy „Teraz komiks!” eksponowana będzie część kolekcji Wojciecha Jamy. Wystawa to fragment jednej z największych kolekcji komiksu w Polsce, około 750 eksponatów (cała kolekcja liczy kilkadziesiąt tysięcy obiektów, najstarszy z końca XIX wieku) na czterystu metrach kwadratowych w specjalnie przygotowanych ekspozytorach. Osią narracyjną staną się komiksowi bohaterowie, którzy przeprowadzą gości od najstarszych osiągnięć polskiego komiksu, przez czasy międzywojenne i PRL, aż do jego współczesności.

W dalszej: utworzenie krakowskiego Muzeum Komiksu. – To pomysł na pierwszą w Polsce taką placówkę z prawdziwego zdarzenia – komentuje Artur Wabik. – Wprawdzie w Łodzi znajduje się Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej, ale tam duży nacisk postawiono na sferę gier wideo oraz szkolenia, rezydencje itp. My z kolei oczekujemy funkcji typowo muzealnych: ekspozycji, prac konserwatorskich czy poszerzania zbiorów, a takie możliwości daje jedynie Muzeum Narodowe w Krakowie – zwraca uwagę przedstawiciel KSK.

Gdzie miałoby się znaleźć muzeum? Pomysłodawcy wskazują budynek dawnego hotelu Cracovia, zakupionego niedawno przez państwo dla krakowskiego Muzeum Narodowego, który przeznaczono m.in. na wystawy związane z designem. Komiks doskonale wpisywałby się we wnętrza hotelu, który do roku 2020 miałby zostać zrewitalizowany i dostosowany do celów wystawienniczych.

Ale przyszłość to także przenikanie się komiksu i sztuki współczesnej, związanej chociażby z grami wideo czy street artem. Wielu krakowskich ilustratorów (jak Michał Gałek) współpracuje dziś z uznanymi na świecie markami (np. CD Project Red, znany z trzech części „Wiedźmina”), sprawiając, że komiksowa kreska i kadr płynnie stają się częścią społeczności interaktywnych. To zresztą ważna cecha krakowskiego środowiska artystycznego, które chętnie współpracuje ze start-upami technologicznymi, poszerzając ich możliwości.

Dokąd prowadzi ta droga? Zobaczymy, bo historia – nie tylko ta złożona z obrazów, kadrów, plansz i zeszytów – ciągle się pisze.

Piotrek Banasik

Ma aparat, dlatego robi zdjęcia (czasami nawet fotografie). Założyciel atelier fotograficznego BananStudio.pl. Miłośnik jazzu, kotów (w zasadzie kota – Szalika) i tarty ze szpinakiem, fan piłki nożnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *