Dziara w korpo

Niedługo brak tatuażu może być bardziej ekstrawagancki niż jego posiadanie – mówi Paweł Biegun, menedżer studia Kult Tattoo Fest. Tatuaże to już nie tymczasowa moda, ale element wyglądu, jak sukienka czy kolczyki. Czy jednak pasują do korporacyjnego dress code’u?

 

#matchingtattoos to hashtag zarezerwowany dla osób, które na znak przyjaźni bądź miłości tatuują pasujące do siebie wzory, #inkedmom przeznaczony jest dla mam, chcących pochwalić się nowymi dziećmi i tatuażami, a #traveltattoo czeka na kolekcjonerów trwałych pamiątek z podróży. Tatuaże królują w trendach mediów społecznościowych, czytamy o nich w magazynach modowych, a festiwale im poświęcone przyciągają każdego roku kilka tysięcy osób.

 

– Tatuaże to już nie goła baba i kotwica robiona igłą. Pojawili się artyści, a rodzaj i styl tatuażu może być dopasowany do osobowości. Teraz tatuuje się indywidualne zaprojektowane wzory, z katalogów już chyba nikt nie korzysta – mówi Zosia, specjalista HR w VSoft. Ma dziesięć tatuaży, pierwszy zrobiła za pieniądze z osiemnastki, dwa tygodnie przed studniówką. Specjalnie założyła sukienkę z dużym dekoltem na plecach, chciała, żeby wszyscy go zobaczyli.

 

Tomek pracuje w Motorola Solutions. Tatuować zaczął się w wieku 20 lat, gdy poszedł na studia. To miała być tylko kropka nad „i”, przypieczętowująca zmianę w jego życiu. Ale od razu po wyjściu ze studia chciał mieć następny. Na razie ma siedem tatuaży i już zaplanowany kolejny. U jego tatuatora na termin czeka się co najmniej pół roku.

 

– W Kult Tattoo Fest niektórzy tatuatorzy mają terminarz wypełniony do 2019 roku! Mamy dwa studia, w każdym dwanaście stanowisk, a każde codziennie przyjmuje dwóch klientów. Czyli tylko od nas każdego dnia wychodzi około 48 nowych tatuaży. Gdy przeliczam to na tygodnie i miesiące, to naprawdę wydaje mi się, że wkrótce cały Kraków będzie wydziarany – mówi Paweł.

 

Najtrudniejszy pierwszy krok

 

Dla Tomka tatuaże mają przede wszystkim wartość estetyczną. Jego wzory balansują między akwarelą a abstrakcją, a choć zrobione w ważnych momentach życia, nie przedstawiają poglądów czy konkretnych osób.

 

– To bardziej mobilne centrum sztuki niż manifestacja ideologii. Z takich tatuaży nie wyrosnę, nie będę ich potem żałował. Projekt nowego tatuażu zawsze ustawiam sobie na pulpicie komputera. Jeśli po 30 dniach dalej mnie intryguje, to wtedy go robię – wyjaśnia Tomek.

 

Inaczej uważa Zosia, dla której każdy tatuaż opowiada wiele o człowieku. – Jeśli miałaś dwadzieścia lat i zrobiłaś dziarę, to znaczy, że wtedy to było dla ciebie ważne. To fragment twojej historii – mówi.

 

Dlatego Paweł podkreśla, że jeśli ktoś chce mieć tatuaż, ale nie wie, co i gdzie, niech tego nie robi. A jeśli już zdecyduje się na wzór, to powinien zaufać tatuatorowi – zarówno w kwestii projektu, jak i wykonania.

 

Są tacy, którym wystarczy jeden dyskretny znaczek. Wielu jednak w dziary zaczyna się wkręcać. Zosia twierdzi, że z tatuażami jest jak z chipsami i kotami, nie dasz rady poprzestać na jednym. Tylko czy ten nałóg może przeszkodzić ci w pracy?

 

Tatuaż spod kołnierzyka

 

– Zawsze pytam się pracodawcy, czy nie będą mu przeszkadzać tatuaże w widocznych miejscach. To naturalne. To jak pytanie o dress code, o to, czy mogę chodzić do pracy w T-shircie, czy raczej trzeba być w białej koszuli – wyjaśnia Zosia. Większości korporacji tatuaże nie przeszkadzają, a przynajmniej otwarcie o dyskryminacji z powodu dziary nikt nie mówi. Szczególnie gdy stanowisko nie wymaga bezpośredniego kontaktu z klientem.

 

– Pracuję w IT, to otwarte, kreatywne środowisko. Z tatuażami nie ma problemów, pojawiają się pozytywne reakcje, zaciekawienie, choć niewiele osób je bardzo wyeksponuje – mówi Tomek. Zosi tatuaże też są poukrywane. Widać je, gdy zakłada spódnicę lub odsłania ramiona. Marzy od obrazkach na przedramieniu. Nie zrobiła ich, bo nie wie, czy nie przeszkodzi jej to karierze zawodowej. Albo skaże na długi rękaw do emerytury.

 

– Pracowałam w firmach start-upowych i IT, gdzie podejście do wyglądu jest trochę luźniejsze. Dla programistów to często plus, że pani od rekrutacji ma tatuaż. Ale wierzę, że dla menedżera wyższego szczebla czy specjalisty finansowego, który chce pracować w poważnej firmie, może to być problemem – mówi Zosia. Paweł zauważa, że osoby, które najczęściej pilnują, by tatuaże nie pojawiały się w widocznych miejscach, to lekarze czy nauczyciele, ludzie, którzy mają budzić nasze zaufanie. To, czy wypada nam przyjść do pracy w tatuażu, uzależnione jest od firmy i stanowiska.

 

– To zależy od branży i od konkretnego pracodawcy. Jeżeli kultura danej organizacji zakłada budowanie formalnego i bardzo biznesowego wizerunku, wtedy duże, widoczne tatuaże u kandydata mogą nie być mile widziane. Również w przypadku pewnych konkretnych branż, jak obsługa klienta, bankowość, edukacja czy środowisko prawnicze, tatuaże mogą być przeszkodą w zdobyciu pracy. Pracownik tych zawodów z założenia ma budzić zaufanie i wyglądać profesjonalnie, z czym zwykle nie kojarzą się tatuaże. Natomiast są też pracodawcy, dla których nie ma to aż takiego znaczenia i wówczas nie będzie miało wpływu na przebieg procesu rekrutacyjnego – mówi Joanna Kot, project manager w dziale rekrutacji Advisory Group TEST Human Resources.

 

– Z drugiej strony działamy na trudnym rynku pracownika, więc jeśli trafi ci się świetny specjalista, ale z tatuażami, to go nie zatrudnisz? – pyta Zosia.

 

Festiwale i Beyonce

 

Tatuaże wkraczają do mediów społecznościowych, biurowców, a także zawłaszczają sobie przestrzeń w kulturze. W Krakowie obok festiwali muzycznych i filmowych wyrósł Tattoofest, który w tym roku odbędzie się już po raz 12. - Na festiwalu prezentuje się około 300 artystów, przyjeżdżają tu najlepsi tatuatorzy z Polski i ze świata. To okazja nie tylko do zrobienia sobie tatuażu, ale także poszukania inspiracji, zobaczenia, co dzieje się w branży – mówi Ola, organizatorka Tattoofestu. Aerial performance, taniec buto, koncerty, występy DJ’ów, pole battle, wystawy i konkursy dla publiczności to tylko niektóre z atrakcji. Jest tu też strefa dla dzieci, więc wizyta na festiwalu to całodniowa rozrywka dla całej rodziny.

 

W branży modowej hitem stały się flash tattoo – metaliczne wzory, utrzymujące się na skórze około 4 dni. Czy różnią się od tych dodawanych kiedyś do chipsów i gum do życia? Niczym. Ale swoją kolekcję Flash X zaprojektowała nawet Beyonce. Trend wykorzystała firma Zmywalne Tatuaże, produkująca je już wcześniej jako gadżety reklamowe. Postanowiła jednak zatrudnić artystów tworzących unikatowe projekty, dzięki czemu ich prace wkroczyły na pokazy mody, np. kolekcji Paprocki & Brzozowski.

 

Tatuaże przyszłości

 

Tymczasowe tatuaże zaprzeczają ich podstawowej cesze, czyli trwałości. Jednak właśnie w tym środowisko start-upowe szuka pomysłu na biznes. Firma Ephemeral wymyśliła tatuaże utrzymujące się na skórze tylko rok. Wszystko dzięki złożonemu z mniejszych cząstek niż klasyczny tuszowi, który może zostać rozłożony i usunięty przez nasz układ odpornościowy.

 

Alec Falkenham, doktorant Wydziału Patologii na uniwersytecie w Halifaksie opracował krem pobudzający makrofagi (komórki obronne organizmu) do zjadania cząstek tuszu. Produkt, który ma błyskawicznie usunąć tatuaż, jest jeszcze testowany, ale być może wkrótce, zamiast przerabiać portret swojej byłej dziewczyny na Indianina, będzie można po prostu wywabić go kremem.

 

Prawdziwą rewolucją mają być jednak tech tats, ładne wzory uzbrojone w nowoczesne rozwiązania technologiczne. Firma Chaotic Moon zapowiedziała tatuażowe urządzenia wearable – przyczepione do skóry, mają mierzyć temperaturę, ciśnienie, tętno, a wyniki przesyłać do smartfona i naszego lekarza.

 

O ile Chaotic Moon do realizacji projektu zabiera się chaotycznie, do pracy ruszyły już giganty technologiczne. Motorola kilka lat temu zaprezentował tatuaż odblokowujący telefon dzięki technologii NFC, a także urządzenie, które umieszczone w okolicy gardła miałoby służyć za… mikrofon. Nokia natomiast opatentowała wibrujący tatuaż, pozwalający poczuć na własnej skórze, że ktoś do nas dzwoni lub wysłał SMS. Natomiast DuoSkin, projekt MIT Media Lab i Microsoft Research, to wykorzystanie powierzchni tatuażu jako trackpadu przeznaczonego do kontroli innych urządzeń: zmiany kolejności piosenek na playliście czy odbierania telefonu.

 

W przyszłości ma zmienić się nie tylko forma tatuażów, ale i sposób ich wykonywania. Francuscy designerzy Pierre Emm i Johan da Silveira już opracowali produkt Tatoué, który ma zastąpić tradycyjnych tatuatorów. Składa się z robota przemysłowego i drukarki 3D, do której przymocowano maszynkę do tatuażu. To jednak, na szczęście, bardzo odległa wizja.

 

– Najważniejsza jest wciąż ręka artysty, to, z jaką dokładnością pracuje, jak łączy kolory, jaką ma wizję. Tatuaże to małe dzieła sztuki – mówi Tomek.

 

 


Dagmara Marcinek







Zapisz się do naszego newslettera




©2015 What's Up Magazine - wszelkie prawa zastrzeżone

What's Up?

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco.