Konie po betonie

„Zapraszam na przejażdżkę”, „I invite you” – to chyba najczę- ściej słyszane na Rynku słowa, zachęcające do wspięcia się na dorożkę i zwiedzania Krakowa z „końskiej” perspektywy. Warto jednak wyjść poza centrum i siąść bezpośrednio na końskim grzbiecie, by podziwiać miasto (i całą Małopolskę) stępa albo w kłusie.

Mniej lub bardziej wystawne dorożki, karety, powozy, fiakry, kariolki i inne dyliżanse łączą się z Krakowem już od wieków, przybierając różnego rodzaju formy, kształty i wielkości. Z biegiem czasu zmieniła się tylko ich funkcja – z codziennego, wytwornego lub całkiem prozaicznego środka transportu stała się niecodzienną atrakcją, docenianą zwłaszcza przez zagranicznych turystów. Nic to dziwnego – krótka przejażdżka wokół Rynku to koszt ponad stu złotych, zaś dalsze trasy – na Wawel czy Kazimierz – mogą nadwerężyć portfel jeszcze bardziej.

Dorożki – na mocy miejskiego zarządzenia – można zastać obok bazyliki Mariackiej lub też na północnej pierzei Rynku, nazywanej historycznie linią A–B. W latach 1882–1901 przez Rynek przebiegała pierwsza w Krakowie linia tramwaju konnego, więc tradycja ta jest jak najbardziej uzasadniona. Choć dziś coraz częściej głośno dyskutuje się o tym, czy konie nie powinny – szczególnie w letnie miesiące – stać w bardziej zacienionym miejscu. Fiakry pozostawały w orbicie zainteresowań miejskich włodarzy już od dawna – wydany na początku XX wieku przepis regulował ich maksymalną prędkość jako 167 metrów na minutę, czyli około dziesięciu kilometrów na godzinę. To tempo odpowiadające tym, którzy konia mylą z koniakiem, a rum – z rumakiem. Wszystkich, którzy chcieliby nieco więcej adrenaliny, polecamy siodło.

Koń, jaki jest, każdy widzi

Rada dla tych, którzy nigdy nie jeździli konno, jest nad wyraz prosta. – Trzeba podjąć decyzję, wygospodarować trochę czasu, zadzwonić i przyjść do nas – zdradza Iwona Berżowska z Klubu Jazdy Konnej „Mustang” z Woli Justowskiej, czynna zawodniczka. Na początek nie trzeba specjalistycznego sprzętu – pełne wyposażenie konia znajdzie się w każdej stadninie, tak jak i kask dla jeźdźca, któremu przydadzą się ponadto wygodne spodnie i pełne buty na gładkiej podeszwie – najlepiej za kostkę. Doświadczeni instruktorzy pomogą zacząć przygodę na końskim grzbiecie. Dlaczego warto spróbować? – Jazda konna to sport, a sport to zdrowie – tłumaczy trenerka z „Mustanga”. Jazda konna stymuluje niemal wszystkie mięśnie człowieka, poprawia ogólną kondycję i kształtuje prawidłową postawę ciała. Przy okazji poprawia wydolność serca i obniża ciśnienie tętnicze. – Oprócz lepszej kondycji i ładniejszej figury jazda konna wpływa na sferę psychiczną człowieka, zwłaszcza po ciężkim dniu pracy – dodaje Iwona Berżowska. – Jeźdźcy często przychodzą do stajni, żeby po prostu pobyć z koniem, poczuć jego ciepło, wyczyścić go czy zabrać na spacer. To pozwala im zapomnieć o stresie i zaznać chwili relaksu.

Jazda konna nie tylko działa odstresowująco. Jej terapeutyczne właściwości zwiększają pewność siebie (jeśli potrafię zapanować na ogromnym zwierzęciem, to przecież mogę dużo więcej!), kształtują odpowiedzialność, rozwijają kompetencje społeczne – współdziałanie w grupie czy poczucie obowiązku. Specjali- ści zalecają jazdę konną, przyjmującą formę hipoterapii, także w przypadku zaburzeń emocjonalnych oraz niedostosowania społecznego. Współpraca z koniem pozwala lepiej zrozumieć też własne ciało, co nie tylko odpręża, ale w dłuższej perspektywie daje szansę na lepszą współpracę z otoczeniem.

Zrozumieć konia

fot. KIK, „Mustang”

– Koń jest często dużo bardziej rozumny niż człowiek – opowiada Monika, szefowa działu HR w jednej z krakowskich korporacji. Jazdę konną uprawia od 15 lat, dlatego przeszła wszystkie etapy – od lonży z instruktorem po samotne wypady w pagórkowaty, dziki teren. W podkrakowskiej stadninie trzyma swoją klacz, którą odwiedza co drugi–trzeci dzień. Zwykle kończy się na jeździe po padoku, choć raz na jakiś czas stara się zabrać konia na dłuższą przejażdżkę. – Polubiłyśmy się od razu, choć pełne „okiełznanie” klaczy wymaga setek godzin jazdy – dodaje Monika. – Pewne ćwiczenia będzie można wykonywać już po kilku dniach, ale może się okazać, że dopiero po roku będziesz umiał wykorzystać instynkt konia, będąc dla niego przewodnikiem i nauczycielem. Czy, w zasadzie, będziecie uczyć się siebie wzajemnie – śmieje się miłośniczka jazdy konnej.

Potwierdza to instruktorka z KJK „Mustang”: – Jazda konna jest dla osób, lubiących obcowanie i z naturą, i ze zwierzętami. Nawet osoby, które na początku się boją bardzo dużego zwierzęcia, z biegiem czasu przekonują się do swojego konia i zaczynają czerpać przyjemność z czasu spędzonego na grzbiecie czy w stajni – zauważa Iwona Berżowska. Dodajmy: zwłaszcza w profesjonalnej szkole jazdy, gdzie odpowiednio wyszkolone konie pomagają szybko przełamać strach.

Nie tylko po betonie

Prawdziwą „końską” wolność można poczuć zwłaszcza podczas jazdy w terenie. – Oprócz dwóch sporych ujeżdżalni dysponujemy dziesięciohektarową łąką, na której bez problemu można wejść w galop, czyli to, co jeźdźcy lubią najbardziej – opowiada szefowa „Mustanga”. – Ale nawet tak duży obszar nie jest w stanie zastąpić swobodnej jazdy terenowej – dodaje Iwona Berżowska. Kiedyś na Woli Justowskiej jej klub sąsiadował z Akademickim Klubem Jeździeckim oraz Krakowskim Klubem Jazdy Konnej; dziś pozostał sam, a i liczba tras znacznie się zmniejszyła. Chociaż – jak podają dane PTTK – pod jego egidą znajduje się ponad 2 tys. kilometrów konnych szlaków turystycznych w całej Polsce, to w samym Krakowie ciężko wyjechać w teren. – Kiedyś trasa konna była w Lasku Wolskim, ale dziś zarosła, bo koni jest mniej, i trudno już tam jeździć – opowiada instruktorka. Nieco inny problem dotyczy końskiego szlaku w kierunku Balic, na którym prywatni właściciele pogrodzili działki i trzeba kluczyć lub jeździć po ulicach. – Aby pojeździć po terenie, najlepiej pojechać do ośrodków pod Krakowem – dodaje trenerka. Dokąd?

Ciekawe są okolice Michałowic, rozległy obszar w pobliżu Alwerni czy pustynia Błędowska. Jurajskim Szlakiem Konnym można dojechać z okolic Zabierzowa (Stadnina Koni Huculskich w Nielepicach) aż pod Częstochowę. Wiele krótszych i dłuższych – nawet kilkudniowych – szlaków ulokowano w południowej części województwa małopolskiego (choćby Szlak Babiogórski), jednak ze względu na górzysty charakter terenu ich pokonanie może być sporym wyzwaniem. W samym Krakowie, niestety, pozostaje jazda po ulicach. – W mieście jest już ponad sto pięćdziesiąt kilometrów tras rowerowych. Może pora pomyśleć o jakiejś trasie dla koniarzy? – pyta Iwona Berżowska. Oczywiście retorycznie.

Piotrek Banasik

Ma aparat, dlatego robi zdjęcia (czasami nawet fotografie). Założyciel atelier fotograficznego BananStudio.pl. Miłośnik jazzu, kotów (w zasadzie kota – Szalika) i tarty ze szpinakiem, fan piłki nożnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *